
Ta noc nie należała do lekkich i przyjemnych. Zmęczeni co prawda położyliśmy się wcześniej do łóżek ale gorące, ogrzewane pomieszczenie wraz z ulewnym deszczem za małym okienkiem nie pomagały wcale zasnąć.
No cóż, wiecie tak jak i my, że najlepiej śpi się we własnym łóżku i na swojej poduszce.
Ale wstaliśmy, spojrzeliśmy na siebie tymi niewyspanymi oczami i… uśmiechnęliśmy się na „dzień dobry”, czując i wierząc, że ten dzień będzie i piękny i dobry.
Chodźcie z nami, tylko weźcie coś ciepłego, bo za oknem nadal pada a i temperatura jest nieszczególna, raptem 5 stopni.
Na początek pytania :
Czy wierzycie w sny? Czy czasami się Wam one spełniają?
Dzisiaj spełnił się tomaszowy sen.
Otóż, powinniśmy wysiąść w pewnej odległości od kościoła który był naszym miejscem startowym, jednak we śnie … „kierowca autobusu – jako, że nie było innych pasażerów – zjechał z głównej drogi i zawiózł nas pod ten kościół.” Wyobraźcie sobie, że naprawdę, mimo, że autobus nie jechał tym kursem przez wieś Korczowa, kierowca postanowił zjechać z głównej drogi i zaparkować w zatoczce parkingowej przy samej świątyni, na czym również skorzystała mieszkanka Korczowej (która we śnie się nie pojawiła).
Czy dzień mógł się dla nas zacząć lepiej?
Najpierw postaliśmy chwilę przed jasnożółtym kościołem św.Jakuba Apostoła by się napatrzeć, zarówno na budowlę jak i na rzeźbę Patrona, witającą wiernych i pielgrzymów. Dopiero po chwili nawiązaliśmy łączność telefoniczną z księdzem Wiesławem, który był już kilka dni wcześniej poinformowany o naszym przybyciu.
Wielkie DZIĘKI dla księdza proboszcza jakubowej świątyni – nawiedziliśmy kościół, posłuchaliśmy opowieści o kościele i parafii, obejrzeliśmy dwa piękne obrazy ze św.Jakubem (drugi w kaplicy pogrzebowej) a i dalsze rozmowy odbyliśmy przy pysznej, gorącej kawie.

Kościół św.Jakuba Apostoła w Korczowej (KOŚCIÓŁ NR 62) ma niedługą acz jak każdy obiekt sakralny, dość ciekawą historię.
„ W 1976 roku w zaadaptowanym budynku gospodarczym utworzono punkt katechetyczny a od 24 grudnia odprawiano w nim msze święte. W kolejnym roku dobudowano prezbiterium i wieżę oraz zmieniono ściany na murowane. Powstała właśnie wtedy parafia Korczowa. Dokładnie 28 maja 1978 roku, biskup Ignacy Tokarczuk poświęcił kościół pod dzisiejszym wezwaniem.
W roku 2013 kościół. powodu złego stanu został rozebrany a na jego miejsce zbudowano nowy, murowany kościół. Kamień węgielny wmurowano 5 września o czym głosi odpowiednia adnotacja przy wejściu do świątyni.” (pl.wikipedia.org).
Posiedzielibyśmy jeszcze dłużej ale jak to u nas bywa „Drogą wzywała”. Ksiądz proboszcz udzielił nam błogosławieństwa i odprowadził pod tablicę informacyjną, która niestety też prosi i woła o wymianę na nową, czytelną.
Po drodze spotkaliśmy pogranicznika który z racji, że byliśmy bardzo blisko granicy z Ukrainą, udzielił nam kilku rad i wskazówek.
Po godzinie zaczął padać pierwszy ale nie ostatni – niestety – deszcz. Nie liczyliśmy ile razy otwieraliśmy i składaliśmy parasole, ale całą Drogę wędrowaliśmy w kurtkach przeciwdeszczowych na plecach i plecakach.
Pierwsza miejscowość KALNIKÓW i od razu dwa powody do zatrzymania się. Kilkaset metrów od szlaku stał kościół św.Andrzeja Apostoła (od razu pozdrowiliśmy w myślach wszystkich Olkuszan, spotkanych w minioną sobotę) a parę kilometrów dalej. na drugim końcu wsi cerkiew Zaśnięcia NMP. Obie świątynie, niestety zamknięte.
„Pierwsza wzmianka o cerkwi Najświętszej Marii Panny w Kalnikowie, zachowana w przemyskich aktach grodzkich pochodzi z 1378 roku. Obecna, została zbudowana w roku 1920. Z roku 1882 pochodzi dzwonnica stojąca przed cerkwią. Od roku 1958, świątynia ta użytkowana jest przez kościół prawosławny.”

Ale deszcz i jesień nam wciąż pięknie towarzyszyły.

Do miejscowości STUBNO szło się miarowo w takt wybijanego rytmu, deszczowych kropel o parasole. Gdy rytm się wyciszał my nadawaliśmy swój. Tak dotarliśmy do miejscowego kościoła w którym trwały przygotowania do nabożeństwa pogrzebowego. Skorzystaliśmy z możliwości nawiedzenia kościółka i na chwilę modlitwy, by chwilę później – na tyłach świątyni zobaczyć otwartą salkę, małą świetlicę dla młodzieży i toaletę. Jako, że nie spotkaliśmy nikogo w tym miejscu, przyjęliśmy to jako prezent od św.Jakuba i Matki Bożej Szkaplerznej, pod skrzydłami której się właśnie znaleźliśmy.

Te kilka minut odpoczynku. jak się później okaże, miało swoje przełożenie, najpierw w podjętej przez nas decyzji a następnie z jej wykonaniem.
Patrząc na mapkę szlakową, wiedzieliśmy, że na kilka następnych kilometrów możemy zapomnieć o chodnikach i asfaltowych jezdniach, gdyż czekają nas pola kukurydzy i pola po jej zbiorach. Mieliśmy opcję obejścia tych polnych ścieżek ale wiązało się to z dodaniem kilku kilometrów do naszego dystansu.
No cóż, wybraliśmy drogę szlakową i bardzo szybko pożałowaliśmy (troszkę na pewno) tego wyboru. Około czterech kilometrów miękkiej, błotnistej mazi a na poboczach sztywne pozostałości po kukurydzy, mokro z góry i kałuże pod nogami – to był dla nas bardzo wymagający, żeby nie powiedzieć, ekstremalny odcinek dzisiejszego dnia.
Po dojściu do miejscowości Niziny, wejściu na chodnik i twardą nawierzchnię, zrozumieliśmy dar tej wcześniej, stubnickiej świetlicy.
I właśnie w tej wsi, stojąc na moście, dopadło nas „wrześniowe deja vu”. Wyobraźcie sobie Drodzy Czytelnicy, że staliśmy na moście nad rzeką San… nad tą samą rzeką, gdzie dokładnie rok temu rozpoczynaliśmy swoje „nadsańskie camino”.
Przypadek?
Na jakubowych ścieżkach nie ma przypadków. Dotyczy to zarówno pielgrzymowania jak i spotykanych po drodze, ludzi.
Jutro będzie potwierdzenie tych słów.
Zapraszamy Was na kolejną, podkarpacką, deszczową wędrówkę.
Kilka minut przed godziną piętnastą dotarliśmy na stację kolejową, by po kilkunastu minutach wsiąść do pociągu i wrócić do Jarosławia na zasłużony odpoczynek.
ps. Obiecaliśmy sobie i księdzu proboszczowi w Korczowej, że zwrócimy baczną uwagę na oznakowanie tego odcinka Drogi Królewskiej VIA REGIA. Tak jak wspomniana tablica przy kościele tak i oznakowanie tegoż odcinka wymaga dużo pracy. Kilka muszelek (mniej lub bardziej czytelnych) wypatrzyliśmy, ale to naprawdę bardzo znikoma ilość jak na 24 kilometry pielgrzymowania
Zmęczeni ale szczęśliwi z kolejnego, jakubowego etapu dziękujemy za Wasze towarzystwo..
BUEN CAMINO !

