2025.10.25__TOSZEK-KLESZCZÓW__23km

Od majówki nie mieliśmy okazji być w naszym ulubionym Toszku ale obserwujemy co się w nim dzieje i zaznaczyć musimy, że w tym roku mieszkańcy świętowali 300-lecie najstarszego zabytku architektury tego miasta, czyli stojącego na rynku pomnika, św. Jana Nepomucena. Zorganizowali z tej okazji we wrześniu Jarmark Nepomuceński.

„ W czasach, kiedy wszystko komentujemy, oceniamy, Nepomucen uczy nas tego, że jest taki moment, kiedy trzeba zamilknąć i nic nie powiedzieć. I czasami to będzie głośniejsze niż jakiekolwiek słowa. Ale też kiedy trzeba, należy mówić. Zwrócić uwagę nawet królowi, że tajemnica spowiedzi jest nienaruszalna. On miał taką odwagę i był wierny – powiedział ks. Binkowski, nawiązując do życiorysu św. Jana Nepomucena. – On nas uczy milczeć, kiedy trzeba i zabierać głos, kiedy trzeba. A skąd czerpać do tego siłę? Popatrzcie na jego figury, gdzie wpatruje się w krzyż – dodał.” [gliwice.gosc.pl]

Piękna jest ta rzeźba i dzielimy się nią na początek dzisiejszego spotkania…

Kapelan Dróg jakubowych diecezji sosnowieckiej, ks. Paweł sprawił nam wielką przyjemność, wybierając na jesienno-wiosenne pielgrzymowanie naszą piękną, śląsko-morawską Drogę św. Jakuba. Będziemy przez kilka miesięcy mieli ponownie możliwość poprowadzić naszych caminowych znajomych przez znane nam lasy i miejscowości oraz przybliżymy Im miejsca, które czekają na każdego pielgrzyma, wędrującego przez południe Polski, Czechy i Austrię do hiszpańskiej Composteli.

Jeśli jesteście chętni, by po raz kolejny powędrować z nami tymi – wydeptanymi już wielokrotnie – ścieżkami, to nie stoi nic na przeszkodzie byście do nas dołączyli.

Od świętej Katarzyny Aleksandryjskiej do świętego Wacława (lub św. Augustyna, jeśli zawitamy do sąsiadów) można by zatytułować to kilkumiesięczne pielgrzymowanie z sympatykami podcastu TU i TERAZ.
Co najmniej trzy pory roku dadzą nam możliwość poznania natury w różnych przebraniach.
W jakich?
Wszystko okaże się podczas tych wspólnych wędrówek.  

Kościół św. Katarzyny w Toszku konsekrowany był w roku 1904 choć parafialna historia sięga czasów bardziej odległych, bo do … dwunastego i trzynastego wieku :

„W okresie panowania na Śląsku Księcia Bolesława Wysokiego (1127–1201 roku), syna Władysława II Wygnańca (1105–1159) i wnuka Bolesława Krzywoustego (1086–1138), wzmiankowany jest kościół pod wezwaniem św. Piotra w Toszku (wspomina o tym kronika Magistratu Toszeckiego z 12. sierpnia 1201). Kościół Toszku należał wtedy do Opactwa św. Wincentego, znajdującego się na Ołbinie we Wrocławiu. Klasztor ten został ufundowany w latach 30. XII wieku przez Piotra Włostowica (1080–1153), palatyna (wojewody) Bolesława Krzywoustego. Włostowic otrzymał od króla niemieckiego Konrada III relikwie św. Wincentego celem założenia klasztoru i szerzenia kultu świętego. Na początku posługę w klasztorze sprawowali benedyktyni, jednak w 1193 roku zostali usunięci z Ołbina, a na ich miejsce sprowadzono norbertanów. Cztery lata później zmianę gospodarzy opactwa zatwierdził papież Celestyn III. Norbertanie wznieśli nowe zabudowania klasztorne na południe od kościoła benedyktynów. Zabudowania klasztorne dziś już nie istnieją, klasztor został zburzony w 1529 roku.”

Całość historii do poczytania na stronie parafialnej :
https://www.parafia-toszek.pl/historia

Po mszy świętej, pierwsze co trzeba zrobić, to zejść po schodach do głównej ulicy i po kilkuset metrach przejść bezpiecznie na drugą stronę ulicy i skręcić w kierunku miejscowości Pawłowice. Stamtąd już – kierując się muszelkowym i strzałkowym oznakowaniem, dojść do leśnego rozwidlenia dróg, gdzie pielgrzym może zdecydować, czy idzie się Drogą Królewską VIA REGIA w kierunku Ligoty Toszeckiej i dalej do naszej zachodniej, polsko-niemieckiej granicy, czy też tak jak my dzisiaj, powędrowaliśmy śląsko-morawską ścieżką, w kierunku południowej granicy, polsko-czeskiej.

Oznakowanie jest bardzo czytelne i nie sposób przegapić tego miejsca decyzyjnego.

Wędrowaliśmy już z dzisiejszą ekipą w stronę Góry św. Anny, więc wybór mieliśmy jeden i cel dzisiejszy był bardzo klarowny. Las w którym się znaleźliśmy, współpracował kolorystycznie z przebłyskującym słońcem, tworząc nam przepiękny jesienny klimat i sprawiając, że podziwialiśmy wszystko, co po drodze mijaliśmy : drzewa, liście, rosnące przy drodze grzyby i nawet śpiewające ptaki, które zdawało by się, zachęcały nas swoimi odgłosami do radosnego pielgrzymowania.

Wiemy, że chcąc przemierzać dziesiątki kilometrów dziennie, należy się posilać, bez względu na to, czy się jest głodnym czy nie. Po prostu trzeba usiąść i zjeść jakiś posiłek. W miejscowości PONISZOWICE znaleźliśmy takie miejsce (nie jedyne na śląsko-morawskim szlaku) gdzie najpierw posililiśmy nasze ciała a przed wyjściem na dalszy fragment DROGI, także mogliśmy zasilić nasze dusze, modlitwą różańcową w przepięknym, drewnianym kościele pw. Narodzenia św. Jana Chrzciciela i Matki Boskiej Częstochowskiej.

Dziękujemy księdzu proboszczowi za wcześniejszą korespondencję mailową a Pani Wandzie za otwarcie wnętrza tej świątyni i nie szczędzenie oświetlenia, byśmy mogli zobaczyć wszystko, co w tym wnętrzu jest piękne i najcenniejsze.

„W świetle akt wizytacyjnych z XVII w., kronik i innych dokumentów parafia powstała w 1175 r. Początkowo była najprawdopodobniej filią parafii Ujazd. Jej zasięg terytorialny nie uległ zmianie. Kościół jest wzmiankowany w dokumentach z 1175r. za czasów papieża Hadriana IV. Zniszczony przez nawałnicę w 1399 roku. Obecny został zbudowany w 1404r. z zachowaniem pozostałości pierwotnej budowli a poświęcony 11 października 1499r.”
„Akta wizytacyjne z 1679 r. wymieniają trzy ołtarze drewniane, bogato złocone. Ołtarz główny pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela pochodzi z około 1655 roku i został poświęcony w czasie wizytacji w 1657 roku. Jego gruntowny remont przeprowadzono w 1854 i 1925 roku. Obecnie w głównym ołtarzu znajduje się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w barokowej sukience, przyniesiony z Częstochowy w 1840 r. jako wotum wdzięczności parafian za wysłuchane prośby w czasie zarazy i głodu. Obok ołtarza umieszczone są obrazy Narodzenia św. Jana Chrzciciela z 1700 r. oraz św. Józefa w obramieniach akantowych. W ołtarzu głównym umieszczono rzeźby: świętych Piotra i Pawła, Jana Chrzciciela, Jana Ewangelisty, Grzegorza, Hieronima, aniołów i Michała Archanioła w zwieńczeniu. Pod nim płaskorzeźba Piety. W Muzeum Diecezjalnym zdeponowano zabytkowe hermy świętych męczennic Katarzyny i Małgorzaty z około 1500 roku.” [https://www.parafia-poniszowice.pl/historia]

Czy trzeba większej zachęty do odwiedzenia poniszowickiej świątyni? Gdybyście byli przypadkiem pieszo lub przejeżdżając obok, zatrzymajcie się i zajrzyjcie do tej drewnianej świątyni.

Po kilku, deszczowych dniach następny etap – od zawsze kiedy pamiętamy – oferuje pieszym wędrowcom sporą porcję śliskiego, błotnistego podłoża a jesienią doszły jeszcze liście i przejeżdżające tamtymi drogami ciężkie sprzęty rolnicze. Należy bardzo powoli i ostrożnie przebyć ten fragment, by po kolejnym rozkoszowaniu się jesiennym lasem „wpaść” na – miejski już – asfaltowy odcinek, którym okrążamy Jezioro Pławniowickie a z drugiej strony dostajemy hałasu, z pobliskiej autostrady A4.

Po kilku kilometrach, gdy Ktoś dysponuje większą ilością czasu, czekają nabrzeża wspomnianego jeziora, gdzie można zatrzymać się na dłużej a następnie, po przejściu fioletowego (bądź różowego, w zależności jak kto widzi) mostu, zajrzeć do pławniowickiego Pałacu Ballestremów otoczonego pięknym parkiem.

My dzisiaj, postanowiliśmy przejść wzdłuż murów pałacu, bez postoju, bo kolejną przerwę zaplanowaliśmy we wsi Taciszów a dokładniej nad małym zbiornikiem wodnym nieopodal stacji kolejowej TACISZÓW, gdzie kilka lat temu, wraz z górnośląskim Klubem i opiekunami tego odcinka caminowego, przynieśliśmy i zawiesiliśmy jakubową kapliczkę.

W jesiennym, październikowym klimacie nie da się zrobić długiej przerwy posiłkowej, więc gdy tylko każdy zjadł i wypił co posiadał, udaliśmy się na ostatni, króciutki odcinek, który – jak się okazało – również potrafi przynieść zaskoczenie i jak zawsze na jakubowych Drogach, nie bez przyczyny.

Otóż, gdy zbliżyliśmy się do przejścia przez tory kolejowe, zobaczyliśmy opuszczone rogatki i dzięki dzwonkowi, umieszczonego po prawej stronie, próbowaliśmy dać znać dróżnikowi, że jesteśmy i chcielibyśmy przejść bezpiecznie przez kolejowe torowisko. W międzyczasie okazało się, że na zegarkach wybiła godzina piętnasta i nasze oczekiwanie na przejście wypełniliśmy odmówieniem koronki do Miłosierdzia Bożego.
Gdy zakończyliśmy modlitwę, szlaban podniósł swoje drewniane skrzydła i otworzył nam szeroko przejście na drugą stronę.

KLESZCZÓW był dzisiejszym miejscem docelowym naszego pielgrzymowania. Wszyscy uczestnicy wsiedli w busa i rozjechali się w kierunku Zagłębia i małopolskiego Olkusza a my, podeptaliśmy kilkadziesiąt metrów dalej, by zaserwować sobie słodką nagrodę za to sobotnie pielgrzymowanie.
W znanej Wam już cukierni „Śnieżka” przesiedzieliśmy trochę czasu, czekając na autobus komunikacji metropolitalnej, którym mieliśmy wrócić – przez Gliwice – do naszego Bytomia. Okazało się, że zanim my wsiedliśmy do autobusu linii M106 to całe nasze pielgrzymie towarzystwo, dotarło już bezpiecznie do swoich miejsc zamieszkania.

Widzieć jednego dnia wschód (Toszek) i zachód słońca (Gliwice) – to okoliczności, które nie codziennie dane jest nam oglądać.
Bezcenne !

Muzyczno-zdjęciowe podsumowanie tego odcinka, dzięki podcastowi TUiTERAZ :
https://www.youtube.com/watch?v=2rH5vyeYWLw

BUEN CAMINO !

2 komentarze

  1. Henryku, rzadko opisujemy tak szczegółowo przebyty odcinek … ale wydawało nam się, że przyda się kilka detali pielgrzymom, którzy zechcą jednak się przejść tą najpiękniejszą Drogą św. Jakuba 🙂 🙂

Dodaj komentarz