2026.03.01__KAMIEŃ ŚLĄSKI__WROCŁAW__5km

„ŚLADAMI POLSKICH ODROWĄŻÓW”

W ostatnim – grudniowym – wpisie z poprzedniego roku nadmieniliśmy, chwaląc się troszkę, że w 2026 roku czeka nas jedna ciekawa wycieczka jako „nagroda”, za wzięcie udziału w wyzwaniu zorganizowanym przez diecezję gliwicką w Roku Jubileuszowym 2025.

Dwa miesiące minęły bardzo szybko i to właśnie dzisiaj była ta wyjątkowa niedziela, którą spędziliśmy w towarzystwie dwóch biskupów diecezjalnych, sióstr zakonnych (z Miami), Przyjaciół z Sójczego Wzgórza oraz kilkudziesięciu osób, które także się na tą wycieczkę zabrały.

Skoro już wsiedliśmy w Gliwicach do autobusu i obraliśmy kurs na Kamień Śląski, to jest dobra okazja by poznać ród Odrowążów, których śladami będziemy dzisiaj przemierzać.

ODROWĄŻOWIE, bo o tym rodzie dzisiaj będziemy Wam dużo opowiadać, to jeden z najstarszych i najpotężniejszych polskich rodów możnowładczych, wywodzący się ze Śląska i Małopolski, pieczętujący się herbem Odrowąż. Ród ten, założony prawdopodobnie przez Prandotę Starego w XII wieku, wydał wybitnych biskupów krakowskich, świętych i błogosławionych oraz licznych dygnitarzy państwowych.

Pamiętacie jeszcze tą, opisywaną przez nas historię ?:
„28 marca 1224 biskup krakowski Iwo Odrowąż konsekrował drewniany kościół pw. św. Jakuba Apostoła (spłonął końcem XIV w.)”
Oczywiście, jest to historia jakubowej świątyni w Sączowie, która jest jedną z ośmiu Sanktuariów św. Jakuba Apostoła w Polsce.

Tym samym, wspomnieliśmy jednego z Odrowążów, żyjącego w latach ok. 1160-1229, który był kanclerzem Leszka Białego oraz biskupem krakowskim.

Organizatorzy zapewniali o ciekawym programie i wielu niespodziankach lecz chyba nawet Oni nie zakładali, że pierwszą niespodziankę sprawi naszej grupie… Inspekcja Transportu Drogowego, która na wysokości Strzelec Opolskich (po około 30 minutach drogi od Gliwic) zdecydowała się „odholować” nasz autokar na parking i poddać go szczegółowym kontrolom – zarówno w kwestii dokumentów kierowcy jak i stanu autobusu wycieczkowego.
Około pół godziny trwała ta kontrola i o tyle – zaraz na „dzień dobry” przesunął się program wycieczkowy, który jak się okazało później, miało swoje odzwierciedlenie.

Drugiego z przedstawicieli rodu Odrowążów zaczęliśmy poznawać lepiej, gdy wysiedliśmy z autobusu i udaliśmy się do kamieńskiego Pałacu a konkretnie do Sanktuarium, do którego prowadzą zewnętrzne, lekko kręte schody. To pomieszczenie w którym przyszedł Święty na świat.
Święty Jacek Odrowąż, żył w latach 1185-1257 a imię Jacek, to spolszczona wersja łacińskiego imienia Hiacynt, będącego nazwą kwiatu albo drogiego kamienia.

„Jacek Odrowąż urodził się pod koniec XII wieku w Kamieniu na Śląsku. Po uzyskaniu doktoratu z teologii i obojga praw, po studiach w Paryżu i w Bolonii, został w 1218 r. mianowany przez swego stryja, biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża, kanonikiem katedry krakowskiej. Wraz ze stryjem udał się do Italii. Tam poznał św. Dominika Guzmana i w 1220 r. przyjął habit z jego rąk wraz z bł. Czesławem i Niemcem Hermanem.
(…) Wysłany przez Dominika na północ, założył pierwszy dominikański klasztor za Alpami – we Fryzaku. Pozostał tam Herman. Czesław udał się do Pragi, a Jacek powrócił do Krakowa. W 1222 roku założył tam przy kościele Świętej Trójcy pierwszy dominikański klasztor w Polsce i rozpoczął nadzwyczaj owocną i niezliczonymi cudami wsławioną działalność apostolską.W połowie 1257 roku powrócił sterany do Krakowa. W wigilię Wniebowzięcia opadła go niemoc. Na kolanach, wysłuchawszy 15 sierpnia nad ranem Mszy św., z krucyfiksem i obrazem Matki Bożej w rękach, oddał Bogu ducha. Gorliwy zdobywca dusz, zwany jest „Apostołem Północy”.” [swieccy.dominikanie.pl]

„Oprócz rodziny Odrowążów, ważną rolę w dziejach Kamienia Śląskiego odegrały rodziny Strzałów, Larischów i Strachwitzów. Dbały one przede wszystkim o rozwój posiadłości w Kamieniu Śląskim i o utrzymanie tutejszego zamku, który z czasem przybrał kształt i funkcję pałacową. II wojnę światową pałac przetrwał w stanie niemalże nienaruszonym. Został częściowo splądrowany przez wojska sowieckie w styczniu 1945 r. Po wojnie urządzono w nim dom dziecka. W 1958 r. na pobliskie lotnisko wrócili sowieci. Majątek w Kamieniu Śląskim został więc zmilitaryzowany, a pałac przeznaczono na mieszkania dla wojska. W 1970 r., po uprzednim zniszczeniu, został on podpalony. W 1990 r. ruiny pałacu przekazano Diecezji Opolskiej. Po ich odbudowie, w 1994 r., Biskup Opolski ustanowił tu Sanktuarium św. Jacka.” [kamien.biz]

Po nabożeństwie niedzielnej mszy świętej, mieliśmy troszkę czasu by zwiedzić Pałac – tu nisko się kłaniamy Pani Przewodniczce, która z uśmiechem na twarzy i radością w oczach, oprowadzała nas po pałacowych komnatach, opowiadając z taką lekkością, jakby czytała tekst z każdej, pałacowej ściany.
Dłuższą chwilę spędziliśmy w Sali Balowej, która robi wrażenie swoją przestrzenią, dużą ilością okien i luster w złotych ramach. Można by tam siedzieć godzinami i słuchać – najpierw opowieści Pani Przewodniczki a następnie utworów muzycznych, których fragment zagrał towarzyszący nam organista z Gliwic.

W Kamieniu Śląskim wszystko szło w miarę zgodnie z planem więc skoro znalazło się trochę „czasu wolnego” to postanowiliśmy zrobić sobie prawie pięcio-kilometrowy spacer Królewską Drogą św. Jakuba VIA REGIA, która wychodzi z Kamienia Śląskiego w kierunku Kosorowic. Dzięki temu, nawiedziliśmy też kościół parafialny pod wezwaniem – oczywiście – św. Jacka.
Czasu wystarczyło nam tylko na dojście do pobliskiego lasu i powrót na czas, który się umówiliśmy przy autokarze.
O drodze jakubowej napiszemy kilka słów Przyjaciołom z Opola, bo wymaga ona gospodarczej opieki, celem doznakowania leśnego skrzyżowania.

Skoro poznaliśmy bliżej św. Jacka Odrowąża a wyjechaliśmy już z pięknego Kamienia Śląskiego w kierunku stolicy Dolnego Śląska, czyli Wrocławia, to dobry moment by poznać trzeciego ze znanych Odrowążów, błogosławionego Czesława.

„Czesław urodził się około roku 1180 w Kamieniu Opolskim. Miał być krewnym św. Jacka. Wydaje się raczej mało prawdopodobne – co przekazują legendy – że studiował w Pradze, Paryżu i Bolonii i że miał studia uwieńczyć podwójnym doktoratem z teologii i prawa kanonicznego. Wiemy tylko, że należał obok św. Jacka Odrowąża i Hermana Niemca do księży z otoczenia biskupa krakowskiego, Iwona Odrowąża. Miał zajmować stanowisko kustosza kolegiaty sandomierskiej. Gdyby tak było, wskazywałoby to na rycerskie (szlacheckie) pochodzenie Czesława, gdyż wówczas tylko takich przyjmowano do kapituły.
Według tradycji wrocławskiej Czesław miał umrzeć 15 lipca 1242 r. Datę tę przyjmuje tradycja dominikańska. Zaraz po śmierci odbierał cześć jako święty. Nad jego grobem w kościele dominikanów we Wrocławiu wystawiono niebawem ołtarz. Cześć od dawna mu oddawaną zatwierdził papież Klemens XI 18 października 1713 roku. Ciało bł. Czesława spoczywa w dominikańskim kościele św. Wojciecha w osobnej kaplicy. Kiedy w czasie zdobywania Wrocławia w roku 1945 cały kościół legł w gruzach, zachowała się jedynie kaplica z relikwiami bł. Czesława. Jest on patronem Wrocławia.” [brewiarz.pl]

Znacie nas trochę i wiecie, że jak tylko możemy, szukamy sposobności i okazji aby realizować swoje własne pomysły i projekty i tak właśnie miało być w dzisiejsze popołudnie. Według programowego założenia we Wrocławiu – tak jak w Kamieniu Śląskim – miał być czas wolny dla uczestników wycieczki. Jak się domyślacie, właśnie w tym momencie odczuliśmy poranną kontrolę ITD.
Jednak gdy we Wrocławiu podjechaliśmy bezpośrednio na Ostrów Tumski w nasze serca wlała się wielka kropla nadziei, że część naszego pozawycieczkowgo planu, św. Jakub Apostoł pozwoli nam zrealizować.

W deszczowym Wrocławiu, pierwszą świątynią do której zaprowadził nas Pan Przewodnik była … katedra św. Jana Chrzciciela, gdzie we wnętrzu znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Adorującej.

„Po 1000r. w związku z założeniem biskupstwa i w czasie wzmożonej aktywności budowlanej obiektów sakralnych w Europie po roku jubileuszowym pierwszy kościół zastąpiono większą budowlą przedromańską w formie trójnawowej bazyliki filarowej ze sklepioną kryptą o czterech filarach i wieżami w części wschodniej. Za jej fundatora uznaje się księcia Bolesława Chrobrego, dzięki jego staraniom erygowano diecezję wrocławską. Długość katedry wynosiła 33,5 m przy szerokości 18 m. Na podstawie wydobytych detali (m.in. baza półkolumny) wiadomo, że posiadała dekorację rzeźbiarską. Odnaleziony w rejonie katedry fragment wydatnej belki pochodzący prawdopodobnie z więźby dachowej tej katedry datuje się na rok 1004. Ta pierwsza katedra została ograbiona i uległa zniszczeniu w czasie reakcji pogańskiej i najazdu czeskiego księcia Brzetysława I w latach 1038–1039, a na jej miejscu powstała świątynia pogańska. Biskupi wrocławscy przebywali w tym czasie wedle przekazów w Smogorzowie i Ryczynie” [pl.wikipedia.org]

Wrocławska archikatedra nazywana jest „Matką Kościołów Śląska”.

Rzeczywiście, wizyta we wrocławskiej katedrze była w naszym wrocławskim planie tak jak nawiedzenie świątyni NMP leżącej również na Ostrowie Tumskim. Staliśmy obok niej ale niestety, przy bardzo napiętym planie zwiedzania tego pięknego, „kościelnego” miasta nie dane nam było zajrzeć do jej wnętrza.
Szkoda, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy jeszcze raz w tym roku znaleźli się we Wrocławiu.

Po prawie godzinnej wędrówce i słuchaniu fantastycznych opowieści przewodnika oraz – co równie ważne jak nie najważniejsze we Wrocławiu – po natknięciu się na kilkanaście krasnali, dotarliśmy do dzisiejszego miejsca docelowego, czyli do dominikańskiego kościoła św. Wojciecha gdzie, zaraz po prawej stronie znajduje się sarkofag błogosławionego Czesława Odrowąża.

Okazało się na miejscu również, że trafiliśmy w idealnym momencie aby nawiedzić tą wrocławską świątynię, bo jak historia głosi „to jeden z pierwszych kościołów lewobrzeżnego Wrocławia i powierzony opiece zakonników w roku 1226”.
Tak więc i w tej świątyni obchodzi się w tym roku 800-lecie…

Więcej informacji o dominikańskiej świątyni znajdziecie na stronie internetowej : https://wroclaw.dominikanie.pl/

A wrocławski krasnal – ten pilnujący mostu „od kłódek” na Ostrowie Tumskim – zdecydowanie powinien znaleźć się w naszym wrocławskim, deszczowym opowiadaniu.

Jeśli by Ktoś myślał, że droga powrotna do Gliwic będzie nudną, ponad dwu-godzinną przejażdżką, to jest w wielkim błędzie. Prawie ani na chwilę nie pozwolono na autobusową ciszę. Biskup grający na gitarze dbał o wokal pielgrzymów, konkursy dla dzieci i dorosłych z pysznymi, kamieńskimi ciasteczkami i różaniec w podziękowaniu za wspaniałą wycieczkę w zupełności wypełniły czas i ani się nie obejrzeliśmy jak zameldowaliśmy się w Gliwicach pod budynkiem Kurii Diecezjalnej.

Słów podziękowań musielibyśmy teraz wypisać całe mnóstwo ale ograniczymy się do jednego.

DZIĘKUJEMY Wszystkim, którzy sprawili, że ta niedziela na długo pozostanie w naszej pamięci. Piękny, ciepły do południa i mokry popołudniu dzień sprawił nam wiele radości i był niepowtarzalny.

Będziemy o nim opowiadać jeszcze długo i gdzie tylko się da.

A dodatkowy opis tej pięknej przygody wraz ze świadectwami uczestników możecie przeczytać na stronie diecezji gliwickiej : https://diecezja.gliwice.pl/news/sladami-polskich-odrowazow-wyjatkowa-pielgrzymka-zwienczeniem-calorocznego-wyzwania-jubileuszowego.
Zapraszamy.

BUEN CAMINO !
DOBRANOC !

Dodaj komentarz