2026.02.07__KALWARIA ZEBRZYDOWSKA_WADOWICE__4km

W trakcie jesiennego spotkania organizacyjnego, które miało miejsce w Sosnowcu-Klimontowie, oprócz ustalenia terminarza caminowego, podjęliśmy też temat lutowego, zupełnie innego wydarzenia z „zagłębiowsko-olkuską” grupą pielgrzymów.
Coś dla odmiany ale oczywiście ze świętym Jakubem Apostołem.

Wspólne pomysły doprowadziły do tego iż wyjazd „integracyjny” w miesiącu poprzedzającym kolejny sezon CAMINO skierował nas do Kalwarii Zebrzydowskiej, znajdującej się na Beskidzkiej Drodze św. Jakuba.

Z pierwszego numeru „Pielgrzyma Kalwaryjskiego” zaczerpnęliśmy poniższą informację :
„Kalwaria Zebrzydowska to jedno z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych miejsc pielgrzymkowych w Polsce. Tutejszy zespół architektoniczny tworzą : bazylika Matki Bożej Anielskiej, klasztor bernardyński oraz kilkadziesiąt różnego rodzaju budowli (kościołów, kaplic, figur, mostów …), które poświęcone są upamiętnieniu wydarzeń z życia Pana Jezusa i Jego Matki. Jest to jedno z najciekawszych miejsc sakralnych tak ze względu na liczbę zgrupowanych obiektów, jak rozłożenie w terenie, obszar powierzchni dróżek, na którym są obiekty sakralne oraz oryginalny park. Należy podkreślić, że sanktuarium kalwaryjskie jest obiektem ciągle żywym, gdzie stale prowadzone są prace budowlane, renowacyjne i konserwatorskie – jest też jednym z głównych miejsc pielgrzymkowych w Polsce.
Fenomen Kalwarii najtrafniej oddał Jan Paweł II, który podczas pobytu w Kalwarii, w roku 1979, powiedział :
„Kalwaria ma w sobie coś takiego, że człowieka wciąga. Co się do tego przyczynia? Może i to naturalne piękno krajobrazu, który stąd się roztacza u progu polskich Beskidów […] Nade wszystko jednakże to, co tutaj człowieka pociąga na nowo, to właśnie owa tajemnica zjednoczenia Matki z Synem i Syna z Matką. Tajemnica ta jest opowiedziana plastycznie i szczodrze poprzez wszystkie kaplice i kościółki, które rozłożyły się wokół centralnej bazyliki.”” (Pielgrzym Kalwaryjski nr 1/1998)

Prawie pół wieku minęło od tych słów Papieża-Polaka a na to wzgórze, którym opiekują się Ojcowie bernardyni, wciąż podążają liczne grupy pielgrzymów, do których to dzisiaj i my się wpisaliśmy. Mamy ten zaszczyt i przyjemność być już tutaj po raz kolejny ale jak wszędzie tak i tutaj, oglądaliśmy – odkrywaliśmy – wnętrze tej świątyni jak byśmy próbowali sobie wmówić, że byliśmy tu po raz pierwszy.

Na pewno i to nie ulega żadnej dyskusji po raz pierwszy mieliśmy przyjemność obejrzeć kalwaryjską szopkę bożonarodzeniową, której zakonnicy jeszcze nie zdemontowali. Radość w nas była niebywała.

Oglądaliśmy ją jak dzieci, które po raz pierwszy zobaczyły ruchome figurki umiejscowione w wielu punktach jest pięknej budowli a detale i bardzo delikatne rzeczy tak pokazane, sprawiały, że przenosiliśmy się w myślach to tego cudownego miejsca narodzenia Pana Jezusa i do zabudowanego Betlejem.

Jak już wcześniej wspomnieliśmy, wyjazd ten był zupełnie niepodobny do wspólnych przejść caminowych, bo została ustalona tylko godzina spotkania na parkingu. Każdy mógł swoje 150 minut wykorzystać jak tylko miał ochotę.
Czternaście kobiet plus piszący te słowa, udali się na kalwaryjskie Dróżki, które przyciągają pielgrzymów jak dobry magnes.
Niestety, zima pokrzyżowała nam z lekka koncepcję, bo zalegające warstwy śniegu i lodu na wzniesieniach, kazały nam zdrowo-rozsądkowo, zmienić kierunek wędrowania i podążanie tymi ścieżkami, które były mniej niebezpieczne. A że pod nogami mieliśmy śnieg i strumyki wodne, to nic.

Dróżki kalwaryjskie rozciągające się na przestrzeni ponad 6 kilometrów, wkomponowane są w otaczające miasto góry, a przez co bardzo przypominają miejsca święte w Jerozolimie.
Dróżki są częścią Sanktuarium, które jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc pątniczych w Polsce oraz zaliczane do najciekawszych założeń krajobrazowo-architektonicznych w Europie.
– Dróżki Pana Jezusa z 28 stacjami w 24 obiektach;
– Dróżki Matki Bożej (3 części: Boleści, Zaśnięcia, Wniebowzięcia) z 24 stacjami w 11 obiektach i 10 obiektach wspólnych z dróżkami Pana Jezusa;
Ponadto, wyznaczono tam też Rzymską Drogę Krzyżową i Dróżki za zmarłych” [polska.travel]

Dzięki pogodzie a właściwie tej zimowej niesprzyjającej do wędrowania aurze, mieliśmy sposobność znaleźć się na każdej z powyższych Dróżek i też, troszkę pobłądzić.
Na nasze szczęście, gdy wyszliśmy na główną drogę w miejscowości Brody, zajął się nami sam św. Jakub Apostoł, wskazując Drogę na kalwaryjskie wzgórze gdzie stoi przepiękne Sanktuarium Pasyjno-Maryjne.

Do tego miejsca chcemy Was serdecznie zaprosić, zarówno przed świętami wielkanocnymi (gdzie odbywają się Misteria Męki Pańskiej na wspomnianych Dróżkach) ale i w ciągu całego roku, kiedy można spędzić tu nie kilka godzin a z całą pewnością i cały dzień.

Jak też już wspomnieliśmy zbiórka na kalwaryjskim parkingu zaplanowana była na konkretną godzinę i – sami byliśmy zaskoczeni i zdziwieni tym faktem, przyszliśmy najpunktualniej jak się dało.
Na CAMINO nie ma przypadków, coś o tym wiemy …

Kilkunastominutowy przejazd busem i zameldowaliśmy się nieopodal rynku w Wadowicach. Tego miasta nie trzeba nikomu przedstawiać, bo raczej dwa skojarzenia same przychodzą Polakom i nie tylko, do głowy : Dom Rodzinny św. Jana Pawła II i równie szeroko na świecie znane, wadowickie kremówki.

Ponownie dostaliśmy do swojej dyspozycji ponad dwugodzinny czas wolny i tym razem podział na grupki był wyraźniejszy. Podczas, gdy większość miała w planach zwiedzenie Domu Rodzinnego Papieża, nasza „szóstka” obrała sobie znowu niewielką trasę do przejścia.

Bazylika Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, to świątynia znajdująca się w sąsiedztwie domu Państwa Wojtyłów, więc od tego miejsca zdecydowanie należało rozpocząć dzisiejsze zwiedzanie Wadowic.

„Najstarsza wzmianka o kościele w Wadowicach pochodzi z roku 1325. Był on wówczas filią parafii w Mucharzu. W dziesięć lat później decyzją biskupa krakowskiego z 1335 roku włączono wadowicki kościół do parafii w Woźnikach.
Początkowo był to kościółek mały i drewniany. Ówczesne Wadowice, niewielka osada handlowa położona w widłach Skawy i Choczenki, często niszczone były kataklizmami powodzi i pożarów. W 1440 roku doszło do jednego z największych pożarów w dziejach miasta. Ogień zniszczył wówczas również kościół. Miasto odbudowywało się ze zniszczeń między innymi dzięki przywilejom królewskim i odnowieniu praw miejskich według prawa chełmińskiego. Wtedy właśnie, w połowie XV wieku w pobliżu rynku wadowickiego rozpoczęto budowę orientowanej świątyni murowanej. Z tego okresu pochodzi prezbiterium obecnego kościoła, które jest pozostałością tamtej średniowiecznej budowli gotyckiej.Prawdopodobnie od początku swojego istnienia świątynia była pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Staraniem proboszcza ks. Mikołaja Zamoyskiego papież Grzegorz XVI zamienił w 1836 roku tytuł na Ofiarowania Najświętszej Marii Panny.” [wadowicejp2.pl]

Po przeciwnej stronie wadowickiego rynku i przy nim, można znaleźć cukiernie oferujące „prawdziwe” żeby nie powiedzieć „te, papieskie”, wadowickie kremówki. Każdy mógł sobie wybrać sam, gdzie chce je zakupić i skosztować. My udaliśmy się do miejsca, gdzie „prawdopodobnie” chodził młody Karol Wojtyła.

Przy wspólnej kawie i delektowaniu się kremówkami, spędziliśmy kilkanaście minut, poznając się bliżej z grupką, która zechciała do nas dołączyć i przejść się po Wadowicach.

Kolejnym miejscem, które zaplanowaliśmy do zobaczenia to Klasztor Karmelitów Bosych i kościół św. Józefa, który dla nas stanowił kolejny, tegoroczny obiekt do nawiedzenia w naszym muszelkowym projekcie.

Sanktuarium św. Józefa to ośrodek kultu również Matki Bożej Szkaplerznej oraz św. Rafała Kalinowskiego, którego figura stojąca przed klasztorem, zaprasza przechodzących do zajrzenia do jej wnętrza.

Z początkiem stycznia odwiedziliśmy Siostry Karmelitanki (w Sosnowcu) a dzisiaj mieliśmy przyjemność być u Karmelitów Bosych w Wadowicach. Nie planowaliśmy tego w żaden sposób. Otrzymaliśmy taki dar i nie omieszkaliśmy z niego skorzystać.

Kościół był otwarty – gdy weszliśmy do jego wnętrza, poczuć było można taki inny niż w wadowickiej bazylice, naturalny spokój. Nie każdy z polskich czy zagranicznych gości zmierza tu z wadowickiego rynku. Dlatego też od razu poczuliśmy różnicę, gdzie w bazylice było sporo osób (niekiedy zachowujących się głośniej niż powinni), a tu, w klasztorze „Na Górce” była niewyobrażalna i taka wewnętrznie piękna cisza.

„Św. Teresa od Jezusa (1515-1582), reformatorka Karmelu, doktor Kościoła, uznawana jest za tę osobę, która w Kościele odnowiła i rozpowszechniła nabożeństwo do św. Józefa. Nabożeństwo Teresy do św. Józefa będzie miało wielki wpływ na cały Kościół i na cały świat. Teresa odzyskała nawet zdrowie za jego przyczyną (w 1542 roku). Starała się odwdzięczyć św. Józefowi jak tylko mogła. Przeżyła dziwną wizję (w 1561 r.) ubierania jej w szatę śnieżnobiałą przez Maryję i św. Józefa oraz stwierdzenia przez Maryję, że bardzo jest zadowolona z nabożeństwa Teresy do Jej Oblubieńca – św. Józefa. Doświadczyła także pewnego objawienia, w którym Chrystus po Komunii św. zobowiązał ją do rychłego założenia reformowanego klasztoru, który ma być właśnie pod wezwaniem św. Józefa.”

I jeszcze słów kilka o samym obrazie św. Józefa.
„Malowidło było darem karmelitanek Bosych z Krakowa –Wesołej, a do Karmelitanek trafiło z Wilna po powstaniowej kasacie karmelitańskiego klasztoru w tym mieście. Obraz był w tym czasie czczony w niewielkiej kaplicy Domu Foltyna, to do niego modlili się karmelici i okoliczna ludność w szczególnie w czasie Wielkiej Nowenny przed uroczystością św. Józefa – 19 marca.Tymczasem po zakończeniu budowy nowego klasztoru „Na Górce” w latach 1897-1899 w retabulum głównego ołtarza centralne miejsce zajął nowy obraz św. Józefa. Obraz zamówił o. Rafał Kalinowski u Franciszka Bergmana malarza pochodzącego z Czech. Obraz przedstawia św. Józefa w całej postaci z Dzieciątkiem na lewej ręce i z lilią w prawej, o wymiarach 1,30 na 2,75 m.” [karmel-wadowice.pl]

W drodze powrotnej zrobiliśmy jeszcze niewielką rundkę po Wadowicach, pokazując naszym współtowarzyszkom przepiękny, dużo kościół św. Piotra Apostoła, który – tak jak i klasztor Karmelitów – znajduje się przy szlaku Beskidzkiej Drogi św. Jakuba.

Jedna świątynia – ta, piotrowa – stoi przed dojściem na wadowicki Rynek a karmelickim klasztor po wyjściu z niego. Tym samym, połączyliśmy sobotnim spacerem nitkę jakubową, znajdującą się w dwóch częściach pięknych, papieskich Wadowic.

Gdy wsiedliśmy do busa, zdawać by się mogło, że sobotnie emocje już są za nami i pozostało nam dojechać do domu z kilkoma przesiadkami. W czasie drogi rozmawialiśmy i sprawdzaliśmy różne opcje połączeń do Bytomia i wyszło nam, że przed samą metą, czyli na Klimontowie, mamy szansę złapać autobus linii 34 i tak jak rano dojechaliśmy z centrum Sosnowca, teraz do niego w ten sposób wrócić.

Po wyjściu z busa – ku naszej rozpaczy – obejrzeliśmy numer 34 na … tylnej części autobusu miejskiego. Zostali byśmy na przystanku autobusowym przez godzinę, czekając na kolejny środek komunikacji, gdyby nie młodzi ludzie, Przyjaciele pielgrzymów, którzy w drodze do domu, podjechali po nas i samochodem podrzucili nas na dworzec autobusowy w Sosnowcu z którego mogliśmy wsiąść do metropolitalnej linii autobusowej i bez stresu powrócić do Bytomia.
Julia i Kacper – DZIĘKUJEMY !
Dzięki WAM byliśmy w domu ponad godzinę wcześniej niż to na klimontowskim przystanku wyglądało.

Gdybyśmy powiedzieli, że emocje zostawiliśmy w autobusie jadącym do Bytomia, to pewnie nie bylibyśmy do końca precyzyjni. Przez dziesięć minut przejścia między przystankiem autobusowym a naszym blokiem mieszkalnym, dostaliśmy porcję deszczu, którą św. Jakub Apostoł schował zarówno w Kalwarii Zebrzydowskiej jak i w Wadowicach.
Nie myśleliśmy, że będzie nam jeszcze dane wieczorem porządnie zmoknąć.

I jak tu nie być szczęśliwym ?
Jak tu nie mieć radości w sercach po całym dniu ?

I tak całkowicie serio…
Gdy o czwartej rano robiliśmy sobie kanapki na wędrówkę, nie przypuszczaliśmy, że będą one również spożyte przez nas na kolację. Byliśmy tak zmęczeni, że nawet nie myśleliśmy o zrobieniu sobie wieczornego posiłku – ciesząc się jak dzieci, że te kanapki „same się zrobiły” i czekały na nas w plecaku. Wystarczyło zrobić tylko gorącą herbatę (bo tą z termosu udało się po drodze wypić).

Macie może ochotę, tak jak my, poczuć te piękne CAMINOwe emocje?
Sezon wędrówkowy ze świętym Jakubem Apostołem dopiero przed nami.
Zapraszamy !

BUEN CAMINO !

Dodaj komentarz