Gdy wstajesz o godzinie czwartej rano (dla niektórych to jeszcze środek nocy), pijesz gorącą kawę i jesz śniadanie to wiesz, że zapowiada się piękna, wyprawowa sobota. Potem szykujesz herbatę do termosa, kanapki i słodkości pakujesz do plecaka, spacerkiem idziesz na dworzec kolejowy i …
Nie pierwszy i z pewnością nie po raz ostatni nie było dzisiaj dalszego ciągu po „i”. Ot, w tych trzech niepozornych kropkach zapisała się nowa, nieprzewidziana i niedopracowana historia sześciu osób.
Nas dwoje już na stacji kolejowej zaskoczyły informacje o problemach z pociągami na trasie z Katowic ale wciąż byliśmy dobrej myśli, bo przecież my jechaliśmy w kierunku Katowic. Opóźnienia, mimo krótkiej odległości sięgały już godziny, więc i w nas co komunikat narastał wewnętrzny niepokój.
Ale gdy zobaczyliśmy z daleka, że nasz pociąg się zbliża, poczuliśmy radość i ulgę, nie wiedząc, że trzy minuty później my wciąż będziemy stali na peronie dworca kolejowego a pociąg odjedzie.
Dwie minuty oczekiwania na wjazd na stację kolejową a następnie żółwie tempo z wjazdem bez przednich świateł, nie zwiastowały już nic dobrego. W pociągu byliśmy dosłownie kilkadziesiąt sekund, by wysłuchać informacji od kierownika pociągu, że udało się dowieźć ludzi na najbliższy dworzec i że zmuszeni są oni do opuszczenia pociągu ze względu na problemy zimowo-elektryczne na dalszym odcinku sieci trakcyjnej między Bytomiem a Chorzowem.
Dokładnie więc, na peronie dworca kolejowego stanęło sześć osób, które miały na ten sobotni, styczniowy dzień jakieś plany.
Jako, że wszyscy mieli cel aby dostać się mimo wszystko do Katowic, postanowiliśmy, że zamiast tłumaczyć gdzie znajduje się najbliższy przystanek komunikacji metropolitalnej, odprowadzimy Ich, bo przecież wiemy gdzie iść.
Dwie dziewczyny, które koniecznie chciały zdążyć na pociąg do Krakowa, podjęły decyzję o zamówieniu taksówki, więc odłączyły się od naszej grupy i mamy nadzieję, że bezpiecznie dojechały zarówno do Katowic jak i do miejsca docelowego.
Z dwojgiem podróżnych pożegnaliśmy się na przystanku autobusowym, zostawiając im dokładne informacje jak dotrzeć do Katowic z przesiadką na bytomskim dworcu autobusowym.
Im także życzyliśmy bezpiecznej drogi i jak by nie było, dobrej soboty.
A my?
Nieczęsto nam się to zdarza ale dzisiaj mieliśmy w głowie tylko plan „A” i nie bardzo wiedzieliśmy co ze sobą począć po godzinie szóstej rano, gdy wkoło jeszcze szaro i ciemno a do tego jeszcze okropnie zimno.
Z plecakami, otuleni szalikami, trzymając się za ręce, zrobiliśmy sobie poranny „tour de Bytom” i po dwóch godzinach wróciliśmy do domu, by cieszyć się ciepłem pod kocami i całym wolnym dniem, który dany nam był do wspólnego spędzenia.
To, że nie przyjechał pociąg i że nie dojechaliśmy dzisiaj do Skoczowa, sprawił, że jesteśmy trochę niepocieszeni ale powtarzaliśmy sobie podczas porannego spaceru, że przecież ani Skoczów, ani Kaplicówka – gdzie byliśmy dzisiaj umówieni nie znikną i jak tylko najdzie nas ochota (najpewniej już nie zimą) to się tam wybierzemy z jeszcze większą ochotą i z podwójną radością w naszych sercach.
Po powrocie do domu, telefonicznie poinformowaliśmy zainteresowane osoby wyczekujące nas dzisiaj w Skoczowie i uśmiechnęliśmy się do siebie, bo jesteśmy razem, bo już dzisiaj nie zmarzniemy i co najciekawsze, z pewnością nie zabraknie nam dzisiaj pomysłu na posiłki.
Na drugie śniadanie, obiad i kolację mamy przygotowane już kanapki. (zdjęcie internetowe dla kolorystyki wpisu).

A do przedpołudniowej kawusi w celu osiągnięcia jeszcze lepszego samopoczucia wyjęliśmy z lodówki pyszne, śmietankowe lody.
Świat się nie kończy więc i my szykujemy kolejne plany na jutro i na kolejne weekendy.
Byle mieć zawsze, ale to zawsze w głowie, minimum plan „B”.
Ultreia !
