
W październikowym, ubiegłorocznym wpisie znajdziemy takie oto zdanie „pytające” :
„URSZULANKI I PRZYJACIELE to, nowa „formacja grupowa” która zrodziła się przy okazji rudzko – raciborskiego CAMINO spotkania kilkunastu ludzi z pasją wędrowania i chęcią dalszych spotkań.
Jaki będzie ciąg dalszy tych dzisiejszych znajomości?
Chyba tylko sam święty Jakub Apostoł wie …”
Dzisiaj, możemy to już śmiało napisać i zarazem odpowiedzieć na powyższe – będzie ciąg dalszy i będą kolejne caminowe przygody z Siostrami Urszulankami z Rybnika i Przyjaciółmi.
Rewelacja !
Zanim wyruszymy z toszeckiego placu kościelnego, wróćmy na chwilę do wydarzenia mającego miejsce kilkanaście dni temu.
Jak co roku – 6 stycznia – staramy się być w jakimś nowym miejscu, by tam wziąć udział w atmosferze świętowania i w Orszaku Trzech Króli. Tym razem mieliśmy zapisane czas i miejsce, bo zostaliśmy zaproszeni na to wydarzenie już jesienią. Zaproszenie to otrzymaliśmy od księdza proboszcza i naszego kapelana ks. Pawła – z parafii Chrystusa Króla w Sosnowcu-Klimontowie.
Skoro świt wybraliśmy się pociągiem Kolei Śląskich do Sosnowca a z Dworca Głównego w mroźny, zimowy i śnieżny, styczniowy poranek powędrowaliśmy pieszo do tej sosnowieckiej dzielnicy, gdzie przed wyruszeniem na szlak „królewski” wzięliśmy udział w mszy świętej.
Z niej, zaczerpnęliśmy poniższy fragment – z homilii, którą wygłosił do wiernych biskup diecezjalny Artur Ważny – którym, chcieliśmy się z Wami podzielić a być może i zarazić, do tego, by odważniej iść przez życie i podejmować częściej odważniejsze decyzje.
Także te, dotyczące pielgrzymowania.
„Nadzieja to zaproszenie, by wyjść z trybu „kiedyś”. Mędrcy nie planowali wyprawy bez końca – oni po prostu wyruszyli. „Kiedyś” bywa cmentarzem marzeń. Oni zamienili „kiedyś” na „teraz”.”
Czyż nie piękne to i zachęcające?
Róbcie wszystko TERAZ.
Camino?
Też teraz.
Dzisiaj.
Chodźmy.

Toszecka świątynia św. Katarzyny Aleksandryjskiej to miejsce, gdzie – zawsze to będziemy powtarzać z dumą i radością – zrodziło się nasze pielgrzymowanie i tu postawiliśmy nasze pierwsze kroki jako „peregrinos”.
Z naszymi dzisiejszymi towarzyszami, już po raz drugi spotkaliśmy się na Śląsko-Morawskiej Drodze św. Jakuba ale w Toszku, czyli na jej początku stanęli Oni po raz pierwszy.
Żeby jeszcze bardziej wzmocnić w Nich chęć pielgrzymowania tą najpiękniejszą w Polsce nitką caminową, otrzymali od nas paszporty i przybili do nich pierwszą, toszecką pieczątkę a ksiądz wikary całą mszę przypominał, że w kościele są „jakubowi wędrowcy”. DZIĘKUJEMY za piękną oprawę tej sobotniej liturgii.
Pogoda z rana była bardzo przyjemna ale mniej przyjemne było podłoże, które często przypominało nam, że jest zima i w nocy były ujemne temperatury. Tempo było więc dostosowane do tych, zdecydowanie, trudniejszych warunków pielgrzymowania. Za to widoki jakie mieliśmy w lesie i poza lasem, można by rzec – bajeczne.

Dziesięć kilometrów to dobry dystans i czas na wszystko, co się w czasie pielgrzymowania zaplanowało. Wzajemne rozmowy i opowiadania, modlitwa a także przemierzanie leśnych ścieżek w zupełnej ciszy. Słuchało się leśnego życia uszami ale i naocznie mogliśmy się przekonać, że zimą zwierzęta są bardzo aktywne.
Przez Słupsko dotarliśmy do Poniszowic, gdzie przy kościele św. Jana Chrzciciela zrobiliśmy przerwę śniadaniową.
W towarzystwie pielgrzymów czas mija szybko i nieubłaganie. Latem pewnie posiedziało by się trochę dłużej ale w zimowej aurze zdecydowanie należało unikać zbyt długiemu biesiadowaniu przy kanapkach i herbacie z termosów.
Pławniowicki Pałac Ballesteremów jak i zespół pałacowo-parkowy jest pięknym i wdzięcznym obiektem do zwiedzania o każdej porze roku.
„O ile pierwsza nowożytna budowla o charakterze pałacowym powstała w Pławniowicach w pierwszej połowie XVIII w., to istniejącą do dziś rezydencję wybudowano w latach 1882-85 z inicjatywy hrabiego Franciszka II Ballestrema, według projektu Konstantego Heidenreicha. Ballestremowie opuścili rezydencję w 1945 r., uciekając przed nadchodząca Armią Czerwoną. W pałacu przez pewien czas rezydował marszałek Iwan Koniew ze świtą. Podczas pobytu krasnoarmiejców, z dewastowanego obiektu, podobnie jak w innych tego rodzaju przypadkach, znikło cenne wyposażenie z kolekcjami porcelany i sreber. Rezydencja wzniesiona została w stylu neomanieryzmu niderlandzkiego z elementami neogotyckimi, charakterystycznymi dla eklektycznego, romantycznego historyzmu.”
„Do kompleksu pałacowo-parkowego prócz pałacu z kaplicą należą także zabudowania folwarczne, oficyna ze stajnią i wozownią oraz park. Trójskrzydłowa, dwukondygnacyjna bryła pałacu wzniesiona została na planie litery „U”. Elewacje wykonane z cegły klinkierowej posiadają rozmaite zdobienia w postaci detali kamieniarskich. Wysokie, czterospadowe dachy budowli ozdobione są licznymi wieżyczkami, iglicami, pinaklami i lukarnami, zaś nad całością dominuje czworoboczna wieża z zegarem, przykryta wysokim dachem namiotowym. Znajdująca się w południowo-zachodnim skrzydle kaplica Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, była udostępniana wiernym jako kościół.” [slaskie.travel.pl]

Skoro wspomniana już została pałacowa kaplica, to dzięki Pani Irenie z którą udało nam się kilka razy skontaktować, grupa pielgrzymów mogła tam wejść, zobaczyć ją i w niej się pomodlić. DZIĘKUJEMY za tą możliwość.
„W październiku ubiegłego roku, kaplica a obecnie kościół pod niezmienionym wezwaniem świętował swoją 140-tą rocznicę konsekracji. Z tej niedługiej acz bogatej historii pałacowej, dowiadujemy się, że najpierw służyła ona włoskiej rodzinie arystokratycznej oraz pracownikom pałacu. W 1938 roku na prośbę Mikołaja von Ballestrema powołany został kapelan kaplicy pałacowej a kilka lat później, bo w roku 1941 kaplica została udostępniona wiernym z Pławniowic jako kościół. W roku 1945 erygowano pławniowicką parafię a od roku 1978, obiektem tym opiekowała się diecezja opolska, tworząc w pałacu dom rekolekcyjny.
Obecnie mieści się w pałacu Ośrodek Edukacyjno-Formacyjny Diecezji Gliwickiej.”
[informacje zaczerpnięte ze strony pl.wikipedia.org ]
Więcej informacji na temat obiektu znajdziecie na stronie internetowej : https://palac.plawniowice.pl/
Posileni duchowo podziękowaliśmy pięknie za kaplicową radość i pieczątki. Wyruszyliśmy dalej w Drogę, podziwiając w dalszym ciągu uroki zimowej natury i pokonując swoje, coraz bardziej narastające zmęczenie. To nie było zwykłe przejście po asfaltowych ścieżkach – to była nieustanna walka w utrzymaniem pionowej pozycji i dotarciu bezpiecznie do celu.
Święty Jakub Apostoł (zatrzymaliśmy się przy dwóch kapliczkach) doprowadził nas bezpiecznie do Kleszczowa – najpierw do kościoła MB Różańcowej a następnie do położonej dwieście metrów dalej cukierni „Śnieżka”, gdzie każdy mógł skosztować słodkości i napić się upragnionej, gorącej kawy.
Rozmów nie było końca ale jak to przy każdej wędrówce, ten kres musiał nastąpić. W bardzo radosnych nastrojach pożegnaliśmy się i cała rybnicka „siódemka” udała się komunikacją samochodową do swoich miejsc zamieszkania. Nam udało się sprawdzić rozkłady jazdy i okazało się, że tym razem wróciliśmy do Bytomia dwoma pociągami. [stąd nasz powrót do stacji Taciszów]
Najważniejsze było to, że naszkicowane zostały plany, że jest chęć wędrowania i że jeszcze nieraz napiszemy Wam o wspólnym pielgrzymowaniu radosnej grupy pod banderą : „URSZULANKI I PRZYJACIELE.”
Dziękujemy.
BUEN CAMINO !

