
Gdy wędrujesz jakubowymi szlakami rzadko kiedy masz pewność w jakiej miejscowości się znajdujesz, zwłaszcza gdy wędrujesz między innymi, większymi wsiami lub miastami.
Tak właśnie dzieje się na Małopolskiej Drodze św. Jakuba, gdzie wróciliśmy po dwóch tygodniach. Wychodząc z dworca kolejowego w Bielsko-Białej i dochodząc do Sanktuarium w Hałcnowie, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jesteśmy nadal … w Bielsko-Białej (a precyzyjniej w „części” Białej).
„Pierwsza pisemna wzmianka o Hałcnowie pochodzi z 1404, miejscowość została lokowana w późniejszej fali osadniczej niż Bielsko i większość okolicznych wsi. Politycznie była częścią księstwa oświęcimskiego, które w 1457 zostało sprzedane Kazimierzowi Jagiellończykowi i weszło w skład Korony Polskiej. Po I rozbiorze Polski (1772) stało się częścią austriackiej Galicji. Etnicznie natomiast Hałcnów miał charakter niemiecki, był częścią bielsko-bialskiej wyspy językowej. Była to wieś szlachecka należąca do schyłku XVII wieku do Hałcnowskich herbu Nowina, potem Żydowskich herbu Doliwa, a od połowy XVIII wieku Pruszyńskich herbu Rawicz, z którymi wiążą się początki istniejącego do dziś klasycystycznego dworu. W XIX wieku dobra hałcnowskie zakupili Czeczowie z Kóz. W 1891 sprzedali oni dwór zakonowi sióstr serafitek. (…)Podczas reformy administracyjnej w 1934 Hałcnów włączono w skład gminy Biała-wieś. W 1954 stał się samodzielną gromadą, następnie od 1973 gminą. Do Bielska-Białej został przyłączony z dniem 1 stycznia 1977 ” [pl.wikipedia.org]
A wspomniana, hałcnowska świątynia jest pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i datowana jest na drugą połowę XVIII wieku.
„Została zbudowana z ofiar wizytujących pątników do dwukrotnie uratowanej od ognia pioruna figury Matki Bożej Bolesnej, zwaną Pietą Hałcnowską, pochodzącej z XVIII wieku, umieszczonej w kapliczce przydrożnej. W latach 1781-1784 przy świątyni została wzniesiona wieża. Poświęcenie kościoła datuje się na 6 listopada 1784r.
Erygowanie samodzielnej parafii w Hałcnowie datuje się na rok 1829 – wtedy też pierwszym proboszczem został … ks. Jan Nepomucen Prokesch z Moraw.” [parafiahalcnow.pl]

Kilkadziesiąt minut pielgrzymowania po Bielsku-Białej przy pięknej, słonecznej pogodzie to nasz przepis na lipcowe, sobotnie, wspólnie spędzenie czasu i na podwójną radość z przyjemności tegoż wędrowania.
Szczęśliwie i w miarę punktualnie przejechaliśmy trzema pociągami z Bytomia, przez Katowice do Bielska-Białej to już był powód by się ucieszyć.
Rzut oka na mapkę w telefonie, znalezienie nitki szlakowej z muszelkami – to dodatkowe, ulubione przez nas atrakcje po drodze. Jak już wiecie, chodzenie „pod prąd” to nasza ulubiona dyscyplina wędrówkowa i często na skrzyżowaniach odwracaliśmy głowę, sprawdzając czy pojawi się oznakowanie dróg czy też nie.
Właściwy kierunek wybraliśmy dopiero w drodze powrotnej.
Ale zostańmy jeszcze na chwilę w hałcnowskim Sanktuarium.
„Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Hałcnowie jest niewątpliwie jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych sanktuariów nie tylko w diecezji i na Podbeskidziu. Sytuuje się na bogatej mapie sanktuariów w Polsce jako jedno z ważniejszych miejsc pielgrzymkowych na południu kraju. Coraz bardziej rozpoznawalne, przyciąga pielgrzymów nawet z odległych zakątków, którzy chcą nawiedzić to wyjątkowe miejsce z wiarą i w duchu modlitwy u stóp Bolesnej Pani, która od tylu wieków króluje z matczyną troską na hałcnowkiej ziemi.”
Według wszelkich dostępnych w Hałcnowie źródeł i ze strony internetowej parafii, czytamy, że :
„Figura Matki Bożej Bolesnej [Pieta Radosna] powstała już w XVI wieku a miejsce powstania oraz artysta pozostają nieznani. Przed rokiem 1764 figurka znalazła się w posiadaniu Michała Chrapczyńskiego, mieszkającego w Kętach. Po jednej z gwałtownych burz figurka została strącona z drzewa na ziemię. Przechodzący tamtędy Michał podniósł ją, lecz zamiast zawiesić ją z powrotem na drzewie, zabrał ją do domu i umieścił w gablocie. Jednak, dręczony wyrzutami sumienia odnosi figurę i umieszcza na powrót na dębie w Hałcnowie”.
Niedługo potem, bo w roku 1767 :
„Przez Hałcnów przechodzi gwałtowna burza, podczas której piorun uderzył w dąb, rozbijając wiszącą na nim gablotę z figurką i spalił sukienkę założoną na rzeźbę. Sama figurka ocalała i pozostała nietknięta. Wtedy to wierni, aby zapobiec w przyszłości kolejnemu nieszczęśliwemu zdarzeniu, zanieśli rzeźbę na dwór dziedzica Adama Pruszyńskiego umieszczając ją w jego domowej kaplicy. Pruszyńscy, wiedząc jakim kultem cieszy się Figura Matki Bożej wśród ludności, wybudowali nieopodal dębu kapliczkę, gdzie na powrót umieszczono rzeźbę „Tej, która ogarnięta ogniem pioruna ocalała.””
Cała, równie ciekawa historia jest do poczytania na stronie www.parafiahalcnow.pl – a do Sanktuarium Matki Bożej zapraszamy Was bardzo serdecznie i polecamy Wam to miejsce. Nie trzeba być pielgrzymem św. Jakuba Apostoła by znaleźć się w Hałcnowie a tak naprawdę w północno-wschodniej dzielnicy Bielska-Białej.
A dokładnie dwa dni temu, Hałcnów świętował 10-lecie podniesienia świątyni do miana bazyliki mniejszej … pewnie też dlatego, tam nas dzisiaj św. Jakub zaprowadził.

Jak już wcześniej nadmieniliśmy, na pociąg powrotny wracaliśmy również Drogą św. Jakuba ale już we właściwym kierunku z oznakowaniem, które jak to na wielu małopolskich etapach wymaga odświeżenia i doznakowania.
Macie jeszcze chwilkę?
Dwadzieścia minut jazdy pociągiem od Bielsko-Białej leżą Goczałkowice, gdzie chcemy Was jeszcze na chwilę zaprosić.
I tu trafiliśmy na ciekawe wydarzenie – Goczałkowicki Festiwal Róż. Było pięknie, kolorowo i pachnąco, czego zdjęciami niestety, nie możemy Wam przekazać. Ale gdybyście planowali w przyszłym roku się udać na ten festiwal – to gorąco Wam polecamy.

A tak naprawdę, to już od dawna chodził nam po głowie koncept, by się w tej miejscowości znaleźć, zwłaszcza w części zdrojowej, uzdrowiskowej, bo nieopodal stacji kolejowej, schowana między budynkami w wąskiej ulicy, stoi kapliczka-kościółek Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych (z 1866 roku).

„Wchodząc do goczałkowickiej kapliczki w momencie czujemy się jakbyśmy przenieśli się na słoneczną grecką wyspę Santorini lub do tunezyjskiej miejscowości Sidi Bou Said, znanej jako „miasto artystów”, przyciągającej przez lata wielu sławnych malarzy, pisarzy, filozofów i muzyków. Zwłaszcza w słoneczne, jesienne dni – kiedy widzimy harmonijne, mocno kontrastowe rozłożenie śnieżnej bieli i intensywnego niebieskiego, grę światła i cienia na znajdujących się tutaj przedmiotach, ascetyzm formy i treści – efekt jest powalający (…) – W ołtarzu głównym znajduje się obraz namalowany w 1864 r. Jego treść stanowią uzdrowienia mające miejsce na terenie goczałkowickiego uzdrowiska w latach 1862-1863. Tło odnosi się ściśle do miejscowych realiów: w oddali widać Beskidy, w pobliżu staw ,,Maciek’’ i Wisłę. Osoby widniejąca na nim są postaciami autentycznymi, które doznały tu uleczenia” [dziennikzachodni.pl]
BUEN CAMINO !

