2026.08.08__SKOCZÓW_CIESZYN__20km

Ostatniego dnia stycznia bieżącego roku byliśmy już na dworcu kolejowym BYTOM KARB, by pociągami Kolei Śląskich udać się do Skoczowa i tam pozwiedzać miejsca m.in. związane ze św. Janem Sarkandrem, patronem Cieszyna.

Siedem długich miesięcy minęło, zanim ponownie wybraliśmy się w tą żelazną podróż do Skoczowa i przed godziną dziewiątą, tam dojechaliśmy… W skoczowskiej parafii w tym czasie, zaszły personalne zmiany – ksiądz proboszcz z którym w styczniu mieliśmy możliwość się spotkać, z całą pewnością – słusznie, przeszedł na emeryturę i przebywa na urlopie wypoczynkowym.

„Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć…”


(tekst a precyzyjniej refren pochodzi z utworu o tytule : „100” zespołu Sound’n’Grace i Filipa Lato)

Nasze CAMINOwanie z pewnością nie jest zadowalające na sto procent, ale z każdym przejściem, z każdym pielgrzymowaniem chcemy się do tej „pełniejszej puli” powoli zbliżać.

Czym jest nasza „pełniejsza pula”?
Jak najczęściej bywać na Drodze św. Jakuba, pokazywać i opowiadać o niej Innym a w tym roku – zdecydowanie – szukamy i nawiedzamy Sanktuaria.
Ale – jak nas znacie, to wiecie o tym, że ile damy radę, podjechać, dojechać lub podejść – zmierzamy się z tym, co dla nas często trudne do zrealizowania.
Chęci mamy i tak łatwo się nie poddajemy.
Stąd i dzisiejsze zaproszenie na beskidzkie pielgrzymowanie.
Idziecie?

Nie umówieni dziś z nikim, doszliśmy do kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła i tam właśnie najpierw skierowaliśmy swoje kroki. Na drodze spotkaliśmy księdza wikarego, który taką kolejność nam zaproponował.

„Parafia św. św. Piotra i Pawła z pewnością jest równie wiekowa jak sam Skoczów. Ma więc korzenie średniowieczne. Pierwsza świątynia musiała być drewniana. Wiemy, że taka właśnie spłonęła w 1531 roku podczas katastrofalnego pożaru, który ogarnął całe miasto. W połowie XVI wieku stał już nowy kościół, murowany. Wtedy przejęli go siłą protestanci, stanowiący większość mieszkańców ówczesnego Skoczowa. Katolicy musieli się zadowolić kaplicą przy szpitaliku (obecnie kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyża Świętego). Po stu latach sytuacja się powtórzyła, ale w drugą stronę. W 1654 roku komisarze cesarza Ferdynanda III nakazali protestantom opuścić świątynię i przekazać ją ponownie w ręce katolików. W XVIII wieku kościół płonął jeszcze dwukrotnie. Wreszcie, w połowie XVIII stulecia, stanęła świątynia, która przetrwała do dzisiaj.” [beskidy.travel]

Ksiądz wikary z uśmiechem i szeroko otwartymi drzwiami przyjął nas, pielgrzymów w kancelarii, przybił pożądane przez nas pieczątki i udostępnił pomieszczenie toaletowe.

Najważniejszy skoczowski przystanek na dzisiejszej Drodze, to KAPLICÓWKA, czyli Sanktuarium św. Jana Sarkandra, patrona Skoczowa (w tym roku przypada 450 rocznica urodzin męczennika urodzonego w Skoczowie)

„Jak w skrócie opisać Kaplicówkę w Skoczowie? Po pierwsze: Kaplicówka to niewysokie wzgórze (blisko 400 metrów n.p.m.), z którego roztacza się piękna panorama Skoczowa i Beskidu Śląskiego. Po drugie: Kaplicówka to miejsce czci św. Jana Sarkandra, z kaplicą poświęconą temu męczennikowi. Po trzecie: Kaplicówka to miejsce pamięci o Janie Pawle II, który 22 maja 1995 roku odprawił na niej Mszę Świętą dla 250 tysięcy wiernych.” [slaskie.travel.pl]

Z większym, niż kilka chwil wcześniej – animuszem, wyruszyliśmy w kierunku wsi SIMORADZ, gdzie stoi znany nam już kościół pw. świętego Jakuba Apostoła i przed kościołem insygnia pielgrzymie. Sesja zdjęciowa była obowiązkowa ale dzięki czatowi Gepetto, z lekka zrobiliśmy kamuflaż tego miejsca, byście kiedyś mogli się tam wybrać i naocznie się przekonali, co tak można spotkać.

Po drodze minęliśmy dzisiaj trzy kościoły ewangelicko-augsburskie : w Simoradzu (kościół Zesłania Ducha Świętego) niestety był zamknięty, w Dębowcu (kościół Zbawiciela) ku naszemu zaskoczeniu miał szeroko otwarte drzwi i przed nim spotkaliśmy kobietę, która porządkowała teren przed świątynią. Ku Jej i naszej uciesze, wymieniliśmy kilka zdań, opowiadając o szlaku św. Jakuba Apostoła a w zamian otrzymując historię tego miejsca. Od roku 1869 Ewangelicy mieli w tej miejscowości kaplicę a w roku 2000, rozbudowano ją i zamieniono na kościół. Jak czytamy w sieci „powiększono liczbę miejsc ze 170 do 230”.

Kilkadziesiąt metrów dalej stoi katolicki kościół św. Małgorzaty ale niestety ciemny w środku i mimo wejścia do środka kościoła, zza szklanych drzwi niewiele dało się zobaczyć, oprócz … rosnących wewnątrz w donicach palm. Przynajmniej takie mieliśmy spostrzeżenie.

Śląsko-cieszyńska wieś ZAMARSKI, sprawiła nam dzisiaj mnóstwo radości. I w niej zatrzymamy się na dłużej.

Po dość długim podejściu do Zamarsek, powitał nas otwartymi szeroko drzwiami, święty Roch, który oczekiwał w pięknym, drewnianym kościele na Państwa Młodych, którzy dzisiaj i w tym właśnie kościele zaplanowali swoje uroczystości ślubne. Mogliśmy jednak spokojnie przyjrzeć się wnętrzu świątyni, bo mieliśmy spory zapas czasowy przed mszą ślubną.

„Pierwszy drewniany kościół w Zamarskach spalił się przed lub w 1585 roku. Odbudowana dzwonnica z nowym dzwonem bez napisów służyła jako dzwonnica cmentarna i została błędnie określona w dokumencie kościelnej wizytacji z 1652 roku jako kościół filialny parafii cieszyńskiej. Kościół dobudowany został do wieży dopiero w 1731 z fundacji Henryka Fryderyka z rodu Wilczków. Z początku pracowali w nim w roli misjonarzy biskupskich OO. Jezuici, a po zniesieniu zakonu w 1773 kościół został filialnym kościołem cieszyńskiej parafii, później parafii w Hażlachu. W 1880 do starszego dzwonu dołączył drugi odlany w 1880, który został odebrany w 1916 na cele wojenne, zachował się wówczas starszy dzwon. Początkowo kościół był pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusa a wraz z erygowaniem parafii w 1981 pod wezwaniem św. Rocha” [pl.wikipedia.org]

Obok kościoła stał sklep spożywczy w którym uzupełniliśmy zapasy wody a puste butelki od razu zwróciliśmy w znajdującym się wewnątrz – recyklomacie. Na odchodne zafundowaliśmy sobie pyszne, owocowe lody, bo słoneczko już miło i ciepło nam przygrzewało.

Uszliśmy jakiś kawałek Drogi i stanęliśmy przy trzecim dziś, kościele ewangelickim (Apostołów Piotra i Pawła) w towarzystwie mężczyzny który pakował do samochodu jakieś narzędzia. Zdążyliśmy w ostatniej chwili zapytać o możliwość nawiedzenia świątyni i okazało się, że owy mężczyzna z uśmiechem i wielką radością nas do wnętrza kościoła zaprosił.
Ba, zajrzeliśmy w każdy zakątek tej budowli, bo z kościoła przeszliśmy do różnych salek i pomieszczeń, gdzie odbywają się nabożeństwa dla dzieci, wspólne posiłki i inne uroczystości ewangelickiej społeczności Zamarsek.

„Pierwotnie był on kaplicą cmentarną wybudowaną w latach 1885-1892 na terenie cmentarza z roku 1880. Sam cmentarz powstał na parceli ofiarowanej przez miejscowego właściciela ziemskiego Pawła Kozła, a poświęcony został przez ks. Jana Pindóra, które to zdarzenie upamiętnia istniejący do dziś żeliwny krzyż. 21 czerwca 1970 roku odbyło się poświęcenie rozbudowanej kaplicy przez ks. bp Andrzeja Wantułę. Od tego momentu świątynia stała się kościołem pod wezwaniem apostołów Piotra i Pawła. Wymieniono wówczas organy, doprowadzono gaz i wodę i wykonano parking. Kolejna rozbudowa podwoiła powierzchnię użytkową świątyni, a poświęcenia po raz drugi rozbudowanego kościoła dokonał 19 czerwca 1991 roku ks. bp Jan Szarek” [fotopolska.eu]

Wielkie PODZIĘKOWANIA dla Pana Tomasza ! Sprawił nam wielką przyjemność opowiadając nam również o tym kościele i w tym miejscu, możemy Wam uchylić rąbka sekretu…
Otóż, jeśli jakiś Pielgrzym będzie szukał noclegu właśnie we wsi ZAMARSKI a będzie w posiadaniu śpiwora – musi skontaktować się z sołtysem, Panem Tomaszem właśnie i będzie mógł udać się na nocny spoczynek w kościelnych pomieszczeniach. Wierzymy, że święty Jakub zechce kiedyś sprawdzić obietnice Pana Sołtysa, którego serdecznie pozdrawiamy.

I jak tu nie cieszyć się pielgrzymowaniem?
Ostatnich kilka kilometrów do Cieszyna to rozmowa o tym, co minęliśmy, jakich wrażeń doznaliśmy i nadzieja, że nie jest to jeszcze nasza ostatnia wizyta na tym końcowym odcinku Beskidzkiej Drogi św. Jakuba.

W Cieszynie udaliśmy się wprost na Rynek, przy którym, lekko za kamienicami mieszkalnymi schowany, stoi kościół św. Marii Magdaleny i Sanktuarium Matki Bożej Cieszyńskiej. Nasze dzisiejsze założenia projektowe udało nam się w pełni zrealizować, więc unosiliśmy się z radości jak na skrzydłach, mimo sierpniowego, pięknego słońca i dwudziestu kilometrach zróżnicowanej wysokościowo, Drogi.

O ile w styczniu Koleje Śląskie (też z racji mrozów) zawaliły nam cały harmonogram naszego wyjazdu do Skoczowa, to dzisiaj, w sierpniu jesteśmy winni przekazać jedno podróżnicze, wielkie a nawet przeogromne : DZIĘKUJEMY.

W 160 minut przejechaliśmy PIĘCIOMA (!!!) składami kolejowymi drogę powrotną z Cieszyna, przez Goleszów, Czechowice-Dziedzice, Katowice i Chorzów-Batory do naszej, bytomskiej stacji, skąd po kilku minutach dotarliśmy do naszego miejsca zamieszkania. To był kolejowy, sobotni CUD, który prawie – nie miał prawa się udać.

Rozpoczęliśmy dzisiejszą wędrówkę od refrenu utworu muzycznego, to zakończmy jego pierwszą zwrotką :

„Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic…”

BUEN CAMINO !

Dodaj komentarz