Zanim słońce wstało o godzinie 6:33 zdążyliśmy:
zrobić sobie nocną pobudkę, zjeść śniadanie, wypić kawę, zrobić kanapki na drogę, porwać plecaki, pójść na dworzec autobusowy, pojechać komunikacją miejską do Katowic, przejść na dworzec PKP i znaleźć się w pociągu, który odjechał zgodnie z planem w kierunku Rzeszowa. O wspomnianej godzinie przejeżdżaliśmy już przez Dulowę, czyli byliśmy 45 minut od Krakowa. Następnie minęliśmy Bochnię, Tarnów i Brzesko, z którym żegnaliśmy się w niedzielę „na chwilę” i dojechaliśmy do Sędziszowa Małopolskiego.
To stąd wyszliśmy w naszą kolejną jakubową Drogę.
Motywem przewodnim tego czterodniowego przejścia było zwiedzanie. Zwiedzać, dużo zwiedzać! Nie najdłuższe etapy i piękne popołudnia poświęcić na zobaczenie jak największej ilości miejsc, w których nigdy nie byliśmy i których być może już nigdy nie będzie nam dane zobaczyć.
Spacer na rozkręcenie postanowiliśmy zrobić po Sędziszowie Małopolskim. Chyba mało rozeznaliśmy temat przed wyjazdem, bo po przejściu kilkuset metrów i okrążenia kościoła, który – oczywiście – był zamknięty, znaleźliśmy się całkiem przypadkiem przy Klasztorze Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów.
Kiedy Grażynka poszła zobaczyć jak wygląda wnętrze klasztoru, ja skorzystałem z okazji, że przy furcie był Brat Kapucyn, który po chwili rozmowy wziął podane przeze mnie paszporty i poszedł je podbić pieczątkami. Dobry znak na początek wędrowania! To zawsze cieszy pielgrzyma.
„Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” [1P 5,7]
– taką to znalezioną u Kapucynów sentencję zabraliśmy ze sobą w drogę, naszą zapowiadającą się piękną Drogę.
Po godzinie deptania ucieszył nas widok kościoła w Górze Ropczyckiej. Kościół świętego Jakuba to dla każdego pielgrzyma z muszlą ważny kościół (KOŚCIÓŁ NR 18). Można wnosić i przekazać swoje prośby oraz inne intencje „bezpośrednio” do swego Patrona.
Następnie minęliśmy Ropczyce, Przymiarki i dotarliśmy do Zawady.
Najpierw, widząc sklep poszliśmy do niego i ładnie poprosiliśmy Panią tam pracującą o wrzątek do kubków, celem wypicia upragnionej kawy. Po kawie i po uzyskaniu kolejnych bezcennych informacji udaliśmy się na miejsce naszego noclegu, celem zapoznania się z miejscem, zostawieniem naszych bagaży i – zgodnie z głównymi założeniami – ponownym wyjściem na miejscowość.
Mieliśmy wielką przyjemność wędrowania po różańcowych ścieżkach przy Kościele Narodzenia Najświętszej Maryi Panny zwanym Sanktuarium Matki Boskiej Zawadzkiej z Jej przepiękną figurą nad ołtarzem. Według wszelkich informacji, które jeszcze widniały na słupach i tablicach, spóźniliśmy się o tydzień. Wtedy to właśnie Sanktuarium obchodziło 100 lecie koronacji MB Zawadzkiej.
Msza święta z uroczystym zasłonięciem cudownego obrazu, wizyta w kancelarii w celu przybicia pieczątki oraz powrót ciemnym wieczorem do pokoju – to najważniejsze punkty tego bardzo, bardzo wyczerpującego dnia. Sen przyszedł w ekspresowym tempie …


