2025.10.01__MEDYKA-PRZEMYŚL__25km

Pamiętacie może, jak we wrześniu ubiegłego roku przemierzaliśmy Drogę Jakubową leżącą w małym fragmencie na Sanem i o zesłanym nam przez Opatrzność, Anioła z Grodziska Dolnego?
My tego nie zapomnimy i nawet nie musimy o tym pamiętać, bo do dziś dnia utrzymujemy ze sobą kontakt i wymieniamy się opowieściami z różnych pielgrzymek i życia codziennego.
Nadal też będziemy posługiwać się przydomkiem Anioł, bo jak życie pokazuje, nie było to nasze jedyne spotkanie.

Wsiedliśmy rano do pociągu relacji Rzeszów – Medyka i na naszej stacji kolejowej mieliśmy chyba banany na twarzach, bo towarzyszący podróżni dziwnie się na nas patrzyli. A my po prostu gdybyśmy mogli, to fruwalibyśmy w pociągu z emocji bo na dzisiejszą pielgrzymkę od wschodniej granicy dołączyła bardzo bliska nam osoba.
Ktoś już odgadł?
Oczywiście, spotkaliśmy się dziś z naszym, grodziskim Aniołem. Od kilku dni wiedzieliśmy, że ten odcinek przejdziemy w trzyosobowej grupie i ta myśl jeszcze bardziej nas podkręcała by się na to podkarpackie pielgrzymowanie wybrać.

MEDYKA to wieś granicząca z Ukrainą – jest to faktyczny, wschodni początek polskiej Drogi Królewskiej VIA REGIA której koniec, brzmi to w tym miejscu dziwnie, znajduje się na zachodniej granicy w Zgorzelcu.
I stąd właśnie pielgrzymuje dzisiaj nasza ekipa w rytmie na sześć nóg i dwie, misiowe łapki.

„Zamek w Medyce był wzmiankowany już w 1405 roku w związku z dokumentem, który wydał w nim król Władysław Jagiełło. W 1412 roku, natomiast, król przyjął tu posłów Zygmunta Luksemburskiego. W 1607 roku powstał tu drewniany kościół parafialny pw. św. Piotra i Pawła. W 1830 roku Gwalbert Pawlikowski założył na terenie swojego majątku pierwszą w Galicji szkołę ogrodniczą oraz kolekcję parkowych drzew.
Medyka leży na szlaku architektury drewnianej województwa podkarpackiego.”
(pl.wikipedia.org).

Zaraz na początku Drogi, św.Jakub przygotował dla nas niespodziankę. Gdy weszliśmy do murowanego kościoła świętych Piotra i Pawła, przez kratę kościelną porozmawialiśmy z Panem kościelnym, który na naszą prośbę zabrał pęk kluczy i zaprowadził nas do świątyni – pod tym samym wezwaniem – stojącego nieopodal, pięknego, drewnianego kościółka.

„Rzymskokatolicki kościół filialny pw. śś Apostołów Piotra i Pawła powstał w latach 1607-1608. Jego fundatorem miał być sam król Zygmunt III Waza. W dokumencie zapisano, w Medyce zbudowano kaplicę w której sprawowane są sakramenty święte. (…) Z protokołów wizytacji biskupa Piaseckiego z 1646 roku wynika, że obiekt został rozbudowany i odrestaurowany przez ks.A.Kędzierskiego, ówczesnego rektora kościoła parafialnego w Medyce i konsekrowany. Może to świadczyć o uszkodzeniu kościoła w pierwszym czterdziestolecie XVIIw. choć materiały źródłowe nie informują o jego zniszczeniu podczas inkursji tatarskiej w 1624r.” (medyka.przemyska.pl)

Nawiedzenie tej czterowiekowej świątyni i obejrzenie mikro muzeum w nim wydzielonego sprawiło, że szło się przyjemniej i radośniej, dziękując naszemu Patronowi za Pana kościelnego, który jakby na nas czekał.

Gdybyśmy Wam mieli opowiedzieć co się działo podczas następnych kilku kilometrów, to zmieścili byśmy to w jednym zdaniu :
padający bez ustanku deszcz i ciągnącą się bardzo długo kolejkę TIRów, oczekujących na przekroczenie granicy polsko-ukraińskiej.
Przez Siedliska i Jaksmanice, trzy postacie pod kolorowymi parasolami przemierzały lokalne i boczne ścieżki bez kontaktu z ludźmi. Tłumaczyliśmy to sobie środkiem tygodnia.

Jesienne i deszczowe zdjęcie też się tutaj przyda.

Dopiero w miejscowości ŁUCZYCE, gdzieś na półmetku naszego pielgrzymowania, zaczęło się coś dziać. Malutki kościółek pw. św.Kazimierza miał otwarte drzwi i słychać było w oddali jakąś ludzką obecność ale finalnie, nadal nikogo nie dane było nam spotkać. Dopiero kilkaset metrów dalej spotkaliśmy dwóch mężczyzn.
Gdyby nie dodatkowa para oczu która kroczyła z nami od Medyki, to pewnie nie zauważylibyśmy tabliczki informacyjnej i małego, wąskiego przejścia między budynkami prowadzącego na niewielki cmentarz. Na cmentarzu tym stała przepiękna, drewniana cerkiew pw. Ofiarowania NMP.
Obecność tych Panów (podobno byli tu dzisiaj „przypadkiem”) zaskutkowała faktem iż po kilku chwilach rozmowy okazało się, że są opiekunami tego obiektu i nawet mają klucze od tej cerkwi.
Radość w nas wstąpiła podwójnie. Mogliśmy chwilę spędzić w greckokatolickiej świątyni, do której co niedzielę przychodzi piątka mieszkańców i dla których przyjeżdża kapłan z Przemyśla.

„Cerkiew zbudowana została w 1856 roku ze składek jej mieszkańców jako pierwsza świątynia we wsi, filia greckokatolickiej parafii w Krównikach. Nadano jej wtedy wezwanie Narodzenia Przeczystej Bogarodzicy. Dziesięć lat później wybudowano dzwonnicę. Była remontowana w 1899 i prawdopodobnie także w roku 1926, kiedy to zmieniono jej wezwanie na obecne…” (zabytek.pl)
Lubimy takie miejsca.

Zanim doszliśmy do granic Przemyśla, przeszliśmy wieś NEHRYBKA gdzie stoi kościół pw.Niepokalanego Poczęcia NMP. Niestety, świątynia była chwilę przed nabożeństwem pogrzebowym, więc spędziliśmy w nim dosłownie „jedną zdrowaśkę”. Polecamy Wam tą świątynię, gdybyście przechodzili szlakiem jakubowym, bo nie zdążyliśmy się przyjrzeć wyjątkowo bogatej kolekcji witraży i mozajek wiszących na kościelnych ścianach i przy ołtarzu.

Przemyskie dojście do centrum miasta, to zbitka w jednym prawie miejscu sporej ilości świątyń. z dwiema, najważniejszymi dla nas, bo jubileuszowymi w tym roku : bazyliką archikatedralną św.Jana Chrzciciela i Wniebowzięcia NMP oraz kościołem franciszkanów, czyli św.Marii Magdaleny.

Warta odnotowania była nasza wizyta u Sióstr Karmelitanek Bosych, które wpuściły nas na teren klasztoru i pozwoliły wejść do kościoła Matki Bożej Szkaplerznej, by odmówić koronkę do Bożego Miłosierdzia. Wybiła dokładnie godzina piętnasta.

O przemyskich świątyniach jest mnóstwo informacji w przestrzeni internetowej, więc oszczędzimy Wam dzisiaj tych przepisanych tekstów.

Wróciwszy do Jarosławia, na jednej z kamienic znaleźliśmy taką oto tablicę pamiątkową :

„Z młodej piersi się wyrwało
W wielkim bólu i rozterce
I za wojskiem poleciało
Zakochane czyjeś serce.

Żołnierz drogą maszerował
Nad serduszkiem się użalił
Więc je do plecaka schował
I pomaszerował dalej … „

Któż nie zna tej żołnierskiej piosenki z roku 1933?

CAMINO jest wyjątkowe tak jak „serce w plecaku” gdy na naszych plecakach nosi się Jakubowe przegrzebki.

BUEN CAMINO !

Dodaj komentarz