
Jeśli poprzednio pisaliśmy o temperaturze pięciu stopni Celsjusza i padającym deszczu, to na dzisiejszą wędrówkę (dla przypomnienia mamy początek października) warto założyć coś z zimowej odzieży.
„Przejściowe ochłodzenie i opady deszczu lub śniegu w związku z obecnością nad Polską niżu Skandynawskiego i aktywnych frontów atmosferycznych… na wschodzie kraju istnieje ryzyko burz” – tak informowały od rana strony meteorologiczne.
Do deszczu już zdążyliśmy przywyknąć a na zimowe temperatury, również się przed wyjazdem zabezpieczyliśmy.
Tak więc Drodzy Czytelnicy, gorąca herbatka (my taką mamy w termosie), ciepła czapka, rękawiczki i … wychodzimy na trzeci etap podkarpackiego etapu Królewskiej Drogi VIA REGIA św.Jakuba.
Zapraszamy !
NIZINY, jak pamiętacie, dwa dni temu były miejscem docelowym naszego pielgrzymowania, dlatego dzisiaj, stały się miejscem wyjściowym. Pierwszy kilometr to dojście do nitki szlakowej, gdzie na skrzyżowaniu dróg stoi kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Po drodze, postanowiliśmy dorzucić do swoich plecaków dwie garście – może nawet że trzy – miejscowych orzechów, których o tej porze na jakubowych szlakach nie brakuje.

Mimo, dwóch (!) stopni Celsjusza, było nam ciepło i przyjemnie, bo pierwszych kilka kilometrów przez wieś Walawę, deptało się żwawo poboczem asfaltowej drogi, prawie bez ruchu pojazdów. Tak dotarliśmy do miejsca, gdzie musieliśmy ostatecznie rozstrzygnąć, czy idziemy prosto, nitką szlakową przez pola i łąki, czy też jednak wybieramy troszkę dłuższą wędrówkę, po wiejskich ulicach i chodnikach.
Mając w dzisiejszym bagażu nadmiar czasu (rzadko udaje nam się taki „bagaż” zabierać na wędrówki) i pomni, ostatnich, trzech deszczowych dni wybraliśmy opcję nieco dłuższą ale zdecydowanie ciekawszą o czym poniżej postaramy się Wam coś więcej napisać.
Zapraszamy Was do wsi WYSZATYCE, gdzie swoje pierwsze kroki skierowaliśmy na przystań promową nad rzeką San.
„Nie znamy dokładnej daty uruchomienia przeprawy promowej na rzece San w Wyszatycach ani też wcześniejszego miejsca jej lokalizacji. (…) Można śmiało zaryzykować tezę, że przewóz krypą na rzece San istniał już w I połowie XVIw. Wiemy dokładnie gdzie znajdowała się przeprawa promowa na początku II połowy XIXw., ponieważ zaznaczona została na mapach katastralnych wsi Wyszatyce wykonanych w latach 1853-1854” – mogliśmy przeczytać na przybrzeżnej, informacyjnej tablicy.
„W roku 1914, wojska austriackie, chcąc oczyścić teren wokól twierdzy Przemyśl i zabrać wojskom rosyjskim możliwość schronienia, niszczyły zabudowania okalające twierdzę. Wieś Wyszatyce została doszczętnie spalona a ludność wywieziona do Chocenia”. (powiat.przemysl.pl)
„Od dnia 17 września 1939r. do 22 czerwca 1941r. przez San przebiegała granica niemiecko-sowiecka i rodziny zamieszkujące te tereny nie miały ze sobą kontaktu a gospodarze nie mogli uprawiać swoich pól przez ten prawie dwuletni okres”.

Ciekawe historie, prawda?
Z pewnością jest ich tu o wiele więcej, bo nieopodal Sanu znajduje się prawie dwustuletni cmentarz i kościół mający prawie sto lat (1921-1931) choć samą parafię datuje się na rok 1419.
„Wtedy to właśnie, król Władysław II Jagiełło ufundował we wsi i wyposażył pierwszy, drewniany kościółek. Jako uposażenie parafia otrzymała od króla dobra w postaci jednego łana gruntów ornych i dwóch hektarów łąk i pastwisk nad Sanem oraz karczmę.(…) W roku 1624 Turcy oraz Tatarzy napadli na Wyszatyce pustosząc wieś a także paląc wybudowany przez króla Jagiełłę kościół wraz z plebanią. Część sprzętów liturgicznych zdołano uratować wywożąc je do Przemyśla, gdzie ukryto je w podziemiach katedry” (pl.wikipedia.org)

Jeśli uważniej przyjrzycie się powyższemu zdjęciu (zrobionemu nieco z oddali) to zauważycie dwie świątynię. Ta druga z zaokrągloną kopułką to dawna cerkiew pw. Przemienienia Pańskiego.
„Cerkiew zbudowano w roku 1936, w miejscu starej drewnianej z roku 1907, zniszczonej w czasie I wojny światowej. Po II wojnie światowej cerkiew została opuszczona, zamieniono ją na magazyn nawozów. Obecnie jest to obiekt opuszczony i niszczejący, choć miejscowi społecznicy dokonali częściowej rewitalizacji obiektu, zwłaszcza wymiany poszycia dachu co zapobiegło dalszemu niszczeniu.” (pl.wikipedia.org)
Warto było tam się wybrać by takimi historiami – dokładnie z tego miejsca – się z Wami podzielić.
Po opuszczeniu Wyszatyc weszliśmy do wsi BOLESTRASZYCE gdzie na gości, także pewnie i na pielgrzymów, czeka miejscowe arboretum.
„Początki osadnictwa na terenie obecnego założenia zamkowo-ogrodowego w Bolestraszycach nie są dokładnie znane. Gród – strażnica istniał już od szeregu stuleci. Przed 1440r. Bolestraszyce stanowiły własność Steczki. Drogą małżenstwa weszły w dom Świętopełka z Zawady, herbu Lis. Przypuszczalnie Stefan Świętopełk około połowy XV wieku wzniósł na wzgórzu drewniane fortalicium otoczone obwałowaniami i fosą, wykorzystując naturalne usytuowanie terenu.” (bolestraszyce.com.pl)

„Arboretum – mianem tym określa się wyodrębniony obszar, na którym uprawiane są drzewa, krzewy i krzewinki dla celów naukowych i hodowlanych. Nazwa wywodzi się od łacińskiego słowa „arbor” – drzewo.
W Bolestraszycach świętuje się w tym roku piękną, okrągłą pięćdziesiątą rocznicę istnienia. Liczba taksonów drzew i krzewów – 2200, roślin zielnych – 1200 w tym około 600 rodzimych, roślin szklarniowych 180.” Corocznie to miejsce odwiedza ok. sto tysięcy gości i również rokrocznie, organizowany jest na terenie arboretum Międzynarodowy Plener Artystyczny WIKLINA.
Kilkadziesiąt minut jakie tam spędziliśmy sprawiło, że nasze organizmy z lekka się zregenerowały, ramiona i plecy odpoczęły od noszenia plecaków ale z pewnością nie zdołały nas nasycić roślinnością która w tym miejscu po prostu zachwyca. Tak jak i wiklinowe ozdoby w różnych, mniejszych lub bardziej rozbudowanych formach.
Zajrzyjcie w to miejsce koniecznie w maju lub czerwcu ale zarezerwujcie sobie ładnych kilka godzin na naturalny i pachnący różnymi aromatami, bolestraszycki spacer.

Gdy widzieliśmy ponownie San i panoramę miasta Przemyśla, nasze uśmiechy zdecydowanie były widoczne a jeszcze bardziej szerokie zrobiły się na widok stacji benzynowej, gdzie dziś dla odmiany wpadliśmy na długo wyczekiwaną kawę. Marzyliśmy o niej od południa.
Pełen dworzec ukraińskich podróżnych – ten widok chyba na długo pozostanie w naszej pamięci. Ludzi posługujących się językiem polskim na stacji Przemyśl Główny chyba można by policzyć na palcach obu rąk. W naszym wagonie, w pociągu IC ROZEWIE „mknącym” przez Rzeszów do Gdyni przez Bytom, wcale nie było inaczej.
Widać i słychać było naokoło, że jesteśmy a właściwie, że byliśmy blisko granicy polsko-ukraińskiej.
Pożegnaliśmy San i Przemyśl prawdopodobnie na rok, bo założenia są takie, że jeśli zdrowie dopisze a św.Jakub nie zmieni naszych planów, to powrócimy na tą wschodnią część Królewskiej Drogi VIA REGIA, by uzupełnić nasz polski odcinek o trzy, ostatnie elementy „królewskiej układanki”, między Przemyślem a Przeworskiem.
Dziękujemy, że byliście z nami na tym pięknym, podkarpackim caminowaniu.
BUEN CAMINO !


💙💛
😀