2025.10.18__RUDY-RACIBÓRZ__25km

Dzisiejsze wspomnienie kościelne dotyczy świętego Łukasza.
Jest to więc dobra okazja, aby Go troszkę lepiej poznać.

„Święty Łukasz Ewangelista jest autorem jednej z Ewangelii i Dziejów Apostolskich. Św. Łukasz, kiedy stał się wyznawcą Jezusa, przyłączył się do św. Pawła i towarzyszył mu aż do jego śmierci w 67 r.
Ten wykształcony poganin, wychowany w kręgu kultury hellenistycznej, jest patronem służby zdrowia. Sam, prawdopodobnie, także był lekarzem, bo na kartach spisanej przez niego Ewangelii możemy znaleźć kilkaset terminów medycznych, które występują również u Hipokratesa czy Galena. Dzięki temu posiadamy cenne próby diagnozowania niektórych schorzeń albo reakcji fizjologicznych, np. krwawego potu Jezusa podczas jego walki wewnętrznej w Ogrodzie Oliwnym.
Św. Łukasz był też prawdopodobnie uzdolnionym malarzem. Wspomina o tym Teodor Lektor (VI w.), podając, że Łukasz namalował obraz Matki Bożej, który zabrała z Jerozolimy cesarzowa Eudoksja, żona Teodozego I Wielkiego i przesłała w darze Pulcherii, siostrze cesarza. Od tego czasu autorstwo św. Łukasza przypisywano wielu obrazom, między innymi jedna z legend mówi, że to on namalował obraz Matki Bożej Częstochowskiej.
Zmarł – zgodnie z najpowszechniej przyjmowaną wersją – pod koniec I stulecia, w podeszłym wieku 84 lat w Beocji i został pochowany w Tebach.
Prawdopodobnie w IV w. relikwie jego zostały przeniesione do Konstantynopola i umieszczone w Bazylice Dwunastu Apostołów. W VIII w. relikwie św. Łukasza, a także św. Macieja zostały – jak mówi wielowiekowa tradycja – przewiezione do Padwy.” [niedziela.pl]

Skoro dzisiaj poznaliśmy lepiej jednego z czterech Ewangelistów to jest bardzo dobra okazja, by poznać pomysłodawczynie dzisiejszej pielgrzymki na śląsko-morawskiej Drodze św. Jakuba, czyli Siostry Urszulanki.
A dokładniej Siostry Urszulanki Unii Rzymskiej.

„Są międzynarodowym instytutem zakonnym, któremu początek dała św. Aniela Merici, zakładając w 1535 r. w Brescii Towarzystwo św. Urszuli. Założycielka zostawiła swoim duchowym córkom pisma, które wyrażają jej pragnienie, aby trwały w dziękczynieniu za dar wybrania „na oblubienice Syna Bożego” oraz wzajemnie zjednoczone „miały serca rozpalone miłością” do Boga i każdego człowieka.
Na ziemie polskie urszulanki przybyły w 1857 r.
Misją Zakonu jest ewangelizacja przez wychowywanie i nauczanie przede wszystkim dzieci i młodzieży. Obecnie w Polsce Siostry prowadzą przedszkola, szkoły a także zajęcia w wyższych uczelniach, zajmują się katechizacją dzieci, młodzieży i dorosłych, prowadzą internaty szkolne, akademiki dla studentek i świetlicę środowiskową.
Podejmują również działalność misyjną w różnych krajach Ameryki Środkowej, Afryki i Europy Wschodniej.” [osu.pl]

Nasze współwędrowniczki pracują na co dzień w Rybniku, dokąd … Urszulanki przybyły w 1923 roku.
„Prowadziły różne typy szkół dla dziewcząt do 1962 roku, kiedy szkoła została zamknięta przez władze komunistyczne. Po 20 latach przerwy, w 1982 roku zostało rewindykowane Prywatne Żeńskie Liceum Ogólnokształcące. 1 września 2001 roku powstało Publiczne Gimnazjum Sióstr Urszulanek, które od 2003 roku jest szkołą koedukacyjną. [urszulanki.rybnik.pl]

Długą Drogę, dużo czasu mieliśmy dzisiaj na wspólne poznanie się, rozmowy, opowieści caminowe i modlitwę.
Macie ochotę dowiedzieć się jak nam się pielgrzymowało?
Chodźcie więc …

Po mszy świętej w rudzkiej bazylice, spotkaliśmy się przed wejściem do świątyni w składzie jedenastu osób. Krótkie powitanie, przedstawienie się, zdjęcie grupowe … i w Drogę.
Najpiękniejszą Drogę w naszym regionie.

Sama Droga podzieliła się nam na trzy, zdecydowanie nierówne i różnorodne etapy. Najkrótszy był ten początkowy, gdyż zaprowadził nas pod leśniczówkę WILDEK, gdzie spotkaliśmy się na chwilę z zapracowanymi gospodarzami tego miejsca a nasza pielgrzymkowa grupa mogła spędzić ten czas ze świętym Jakubem Apostołem w naszej, leśnej kapliczce.

Uczestnicy tego przejścia byli zachwyceni jakubową kaplicą w lesie i pewnie gdyby nie fakt, że musieliśmy iść dalej, na dłużej by tam pozostali. Nic z tego – las to był dopiero początek naszej dzisiejszej wędrówki. Kolejnych kilkadziesiąt minut spędzonych w lesie to bezpośredni kontakt z naturą, podziwianie kolorów tej pięknej pory roku i radość z tego, że Matka Natura postanowiła nam dzisiaj na dłuższe fragmenty zapalić słoneczną lampkę.

We wsi Nędza, to już z pewnością będzie tradycja w naszym śląsko-morawskim pielgrzymowaniu umówieni byliśmy z Panią Marią, właścicielką kapliczki (od pięciu pokoleń), która wyszła nam naprzeciw i zaprosiła nas do jej wnętrza. Opowieści Pani Marii były tak ciekawe że i tam pewnie moglibyśmy dłużej posiedzieć. Ale czas spędzony w Nędzy nie spędziliśmy we wnętrzu kaplicy Dobrego Pasterza tylko w salonie w domu Pani Marii, gdzie pielgrzymi zostali ugoszczeni „po królewsku”.

Możemy Wam zdradzić, że chleb ze smalcem z dodatkiem kiszonego ogórka i plastra wędliny smakował wybornie. Do tego każdy dostał filiżankę gorącej kawy o której po cichu lub bardziej głośno, marzył w czasie leśnej wędrówki.

Pani Marii najpierw bardzo DZIĘKUJEMY, po raz kolejny skłaniamy się nisko i jesteśmy jej wdzięczni za posiłek, za gościnę i za każdą opowieść którą wysłuchaliśmy.

Pamiętacie może, jak miesiąc temu z mieszkańcami Nędzy wędrowaliśmy do lasu i mieliśmy ze sobą figurkę św. Jakuba?
Od dzisiaj, w salonie Pani Marii, ma ona towarzystwo.

Dzięki pracy artystów z Powiatowego Zakładu Aktywności Zawodowej w Łysej Górze, parę dni przed naszym wyjściem otrzymaliśmy zamówioną dla Pani Marii figurkę Anioła z jakubową muszelką. Przesyłka ta sprawiła nam wielką radość i nimi właśnie – figurką i radością – postanowiliśmy właścicielkę kapliczki, obdarować.
Dziękujemy też siostrom Urszulankom i uczestnikom pielgrzymki, za uczestnictwo w tej uroczystej chwili.
Pasują do siebie, prawda?

Jak tu teraz wyjść na dalszą Drogę, gdy po dość długim odpoczynku i posiłku, nasze organizmy zdołały troszkę odpocząć?
Połowa dzisiejszej wędrówki podzieliła się na dwie części a pozostałe, kolejne kilometry postanowiliśmy już przejść „na raz”.

Opuściliśmy Nędzę i Panią Marię z rogalami na twarzach i z pewnością z uśmiechniętymi sercami, przeszliśmy przez rezerwat Łężczok odmówiwszy modlitwę różańcową i patrząc na stawy, które dzisiaj wyglądały bardzo pusto i smutno. Dawno nie widzieliśmy tak suchych stawów ale mocno wierzymy, że jest to zaplanowana operacja (oprócz trwającej wycinki chorych drzew) i że po jej zakończeniu, wróci woda do miejscowych rozlewisk i że wróci ptactwo, które dzisiaj widziane było tylko na jednym z mniejszych, stawowych zbiorników.

Z ciekawością będziemy to w przyszłym roku obserwować.

Po tym trudnym i bardzo wyczerpującym pielgrzymowaniu (wielu odczuło ten dystans) weszliśmy na raciborski rynek, który dla nas często jest miejscem, zwanym Praza do Obradoiro.
Każdy caminowicz zanim wejdzie do jakubowej katedry w Santiago de Compostela musi się znaleźć na tym placu, tak jak my, żeby wejść do stojącego kościoła św. Jakuba Apostoła, musimy wpierw znaleźć się na tym miejskim rynku.

Możecie się dziwić temu skojarzeniu, ale tak to często czujemy.
Skoro nie wybieramy się – póki co, do Hiszpanii, to niech chociaż te hiszpańskie porównania z nami będą na CAMINO. I za to jesteśmy wdzięczni samemu św. Jakubowi Apostołowi – we wnętrzu tej świątyni powiedzieliśmy Mu o tym.
Szczęśliwi i dumni z zakończenia wędrówki usiedliśmy w kościelnych ławkach i odetchnęliśmy.

DZIĘKUJEMY Pani Weronice, która poświęciła dla nas swój sobotni czas i otworzyła specjalnie dla nas jakubową świątynię.
To ważne dla wędrowca, by spotkać się – nie przez kościelną kratę – ze swoim Patronem.

Zakończenie tego wyjątkowego dnia miało miejsce w położonej tuz przy kościele, kawiarni pod nazwą „Piotruś”.
Jak czytamy w sieci, kawiarnia powstała w roku 1966 :
„Na ówczesne czasy wystrój Piotrusia był bardzo nowoczesny. Wewnątrz było dużo światła, a olbrzymie okna zasłaniały jedynie firany z napisem „Społem”. Można było usiąść przy stoliku na wygodnym taborecie, albo bezpośrednio przy ladzie, za którą krzątały się ekspedientki. Na półkach stały przeróżne oranżady i lemoniady. Oczywiście, do kawy można było zamówić ciasto albo galaretkę. – Kiedyś wyjście do „Piotrusia” było prawdziwym świętem. Jaką tam kawę mrożoną dawali.” [raciborz.naszemiasto.pl]

Fakt, w środku było mnóstwo mieszkańców i aby móc tam wejść, organizatorki naszego przejścia zadbały o rezerwację jej piętrowej części, specjalnie dla naszej grupy.

URSZULANKI I PRZYJACIELE to, nowa „formacja grupowa” która zrodziła się przy okazji rudzko – raciborskiego CAMINO, spotkania kilkunastu ludzi z pasją wędrowania i chęcią dalszych spotkań. Jaki będzie ciąg dalszy tych dzisiejszych znajomości?
Chyba tylko sam święty Jakub Apostoł wie …

O naszym zmęczeniu, powrocie trzema pociągami i szybkim zakopaniu się w kołdrach nie będziemy długo się rozpisywać.
Po prostu – to był wyjątkowy, piękny i bardzo słoneczny dzień na CAMINO !

BUEN CAMINO !

Dodaj komentarz