
„To nie przypadek, że pielgrzymowanie wyraża fundamentalny element każdego wydarzenia jubileuszowego. Wyruszanie w drogę jest typowe dla tych, którzy poszukują sensu życia. Piesze pielgrzymowanie bardzo sprzyja odkrywaniu na nowo wartości milczenia, wysiłku i tego, co istotne. Również w nadchodzącym roku pielgrzymi nadziei nie omieszkają przemierzyć dróg starożytnych i współczesnych, aby intensywnie przeżyć doświadczenie jubileuszowe. W samym Rzymie, oprócz tradycyjnych szlaków w katakumbach i Siedmiu Kościołach, pojawią się także szlaki wiary. Przechodzenie z jednego kraju do drugiego, jakby granice zostały pokonane, przechodzenie z jednego miasta do drugiego w kontemplacji stworzenia i dzieł sztuki, pozwoli docenić różne doświadczenia i kultury, nosić w sobie piękno, które zharmonizowane z modlitwą, prowadzi do dziękczynienia Bogu za cuda, których dokonał. Kościoły jubileuszowe, wzdłuż szlaków oraz w Wiecznym Mieście, będą mogły być oazami duchowości, w których można odświeżyć drogę wiary i napić się ze źródeł nadziei, przede wszystkim przystępując do sakramentu pojednania, niezastąpionego punktu wyjścia dla prawdziwej drogi nawrócenia…”
Tym fragmentem bulli śp. Papieża Franciszka „Spes non confumdit” [„Nadzieja zawieść nie może”] zapraszamy Was na wyjątkowe, bo jubileuszowe, wędrowanie po pięknej, małopolskiej ziemi.
Archidiecezja krakowska [erygowana w 1000 roku przez papieża Sylwestra II – od XI wieku Kraków był stolicą Polski] na Rok Jubileuszowy 2025 przygotowała dla wszystkich pielgrzymów propozycję, którą młodzież z pewnością wolałaby nazwać „challenge”.
Co prawda, dopiero jesienią przyjęliśmy to krakowskie zaproszenie ale przecież Rok Jubileuszowy trwa i nie ma znaczenia, kiedy pielgrzym wybierze się na jedną z czterech nitek SZLAKU JUBILEUSZOWEGO.
DROGA PÓŁNOCNA (bo tak nazwana jest ta najkrótsza droga), to w zdecydowanej większości, dobrze nam znany fragment Małopolskiej Drogi św. Jakuba. Z podwójną więc przyjemnością i radością zechcieliśmy się wybrać na tą pielgrzymkę.
Wstawanie o godzinie czwartej rano to nasza codzienność, więc czy jest to powszednie czy sobotnie niewyspanie – wygląda tak samo.
Różnica była przy śniadaniu, przygotowaniu herbaty do termosu i kanapek (zdecydowanie większa ilość) a zamiast porannego spaceru na Dworzec Autobusowy udaliśmy się na Dworzec Kolejowy.
Do królewskiego miasta Krakowa zawiózł nas pociąg IC ŁUKASIEWICZ a na miejsce rozpoczęcia pielgrzymowania dwa autobusy krakowskiej komunikacji.
Drewniana, piękna, jakubowa świątynia w Więcławicach Starych była dzisiejszym miejscem naszego wyjścia. Zawsze powtarzamy i namawiamy Was niezmiennie do tego : wyjdź, znajdź żółtą muszelkę lub strzałkę i wykonaj ten najważniejszy … pierwszy krok.
A później, to już wola św. Jakuba Apostoła.
Parę minut spędziliśmy w małopolskim, jakubowym Sanktuarium by namierzyć żółtą muszelkę szlakową i dość szybkim krokiem udaliśmy się w kierunku następnej miejscowości. Szybkim, dlatego, że w zamglonych Więcławicach było też troszkę zimno, więc należało się szybko zagrzać.
Szczerze mówiąc, rozgrzaliśmy się dopiero minąwszy wieś Książniczki o której wzmianki sięgają roku 1382, „gdy wieś nazywała się Książnice i należała do kolegiaty św. Floriana na krakowskim Kleparzu.”
„W roku 1886 majątek zakupił szlachcic litewski, Władysław Zgierski-Strumiłło wraz z żoną Zofią z Obrąpalskich (wnuczką Henryka Siemiradzkiego), który pracował jako inżynier kolejowy w Imperium Rosyjskim oraz zarządca majątków Aleksieja i Władimira Bobrinskich w Smile i Marii Anieli Branickiej w Białej Cerkwi na Ukrainie. W 1896 r. Zgierski-Strumiłło zakończył przebudowę drewnianego dworu na murowany z cegły klinkierowej kosztem ok. 10 000 rubli…” [pl.wikipedia.org]

W drodze na Bosutów można jesienią a pewnie i zimą sprawdzić swoją tężyznę fizyczną i kondycję. Po paru deszczowych dniach i nocnych przymrozkach, pod nogami można spotkać wszystko, od błota począwszy a na liściach jesiennych skończywszy. Kilka stromszych podejść w ciepłych porach roku pewnie przeszło by się niezauważenie, natomiast dzisiaj kosztowało pięć deko wysiłku. Ale w tak klimatycznym, wilgotnym i pachnącym jesienią terenie, warto było się tam powspinać.
Po przejściu około dziesięciu kilometrów dotarliśmy do kościoła św. Jana Chrzciciela w Prądniku Czerwonym, znajdującego się przy ulicy Dobrego Pasterza, którą to – idąc dalej jako Pielgrzymi Nadziei – dotarliśmy do kościoła pod podobnym wezwaniem, czyli Pana Jezusa Dobrego Pasterza.
Dwie ulice dalej dotarliśmy do kolejnej dzisiaj świątyni – do krakowskiego Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta.
Ale najpierw taka ciekawostka :
Na rogu ulicy Woronicza. Na klasztornym murze znajdują się znaczniki trzech szlaków. Gdyby okazjonalnie dołożyć czwarty, czyli Szlak Jubileuszowy 2025 – była by to niezła gratka dla pieszych wędrowców. Każdym szlakiem dotrzeć do tego wyjątkowego miejsca, którym opiekują się Siostry Albertynki.

„Sanktuarium Ecce Homo Świętego Brata Alberta wiąże się ściśle z kultem św. Brata Alberta i bł. Siostry Bernardyny oraz obrazu Ecce Homo. Ten właśnie wizerunek Chrystusa cierpiącego, który jest najbardziej znanym dziełem malarskim św. Brata Alberta Chmielowskiego umieszczony jest w prezbiterium.
Brat Albert jeszcze przed wyniesieniem do chwały ołtarzy był postacią bardzo popularną. Wielu ludzi modliło się za jego wstawiennictwem prosząc Boga o potrzebne łaski. W związku ze staraniami o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, 15 września 1932 r. odbyła się ekshumacja zwłok Brata Alberta. Przełożono je do nowej trumny i z powrotem zamurowano w grobowcu na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. 23 grudnia 1946 r. wznowiono proces informacyjny, a 31 maja 1949 r. przeniesiono doczesne szczątki Ojca Ubogich do krypty w przedsionku kościoła Ojców Karmelitów Bosych przy ul. Rakowickiej 18.” [albertynki.pl]
A krakowski obraz Ecce Homo?
Mieliśmy zobaczyć tydzień temu inny obraz Ecce Homo w podkrakowskiej Alwerni ale św. Jakub chyba przeczuwał, że wybierzemy się do Krakowa i pokierował nas wtedy, zupełnie w inne miejsce [nawiedziliśmy Sanktuarium Matki Bożej Patronki Rodzin Robotniczych we wsi Płoki].
„Według relacji Leona Wyczółkowskiego obraz zaczął powstawać w 1879 w kościele św. Ducha we Lwowie (…) Płótno o wymiarach 146 × 96,5 cm. Chrystus namalowany w półpostaci, okryty szkarłatną szatą z cierniową koroną na głowie, trzciną w ręce i splątanym sznurem na szyi. Ukazany został na tle antycznej architektury rozjaśnionej światłem wydobywającym się zza filara, które tworzy nimb wokół jego głowy. Twarz Chrystusa pociągła z lekkim zarostem, zbroczona krwią wypływającą spod cierniowej korony, powieki przymknięte. Opadająca z ramion czerwona szata tworzy na ubiczowanej piersi Jezusa olbrzymie serce.
Obraz ten jest uważany za najlepsze dzieło w dorobku artystycznym Adama Chmielowskiego, jak również uchodzi za jeden z najlepszych obrazów religijnych w sztuce polskiej.” [pl.wikipedia.org]

Warto było przejść tą Drogą Północną, by do tej świątyni dotrzeć, dzięki uprzejmości Siostry Zakonnej móc go nawiedzić, obejrzeć z bliska obraz Ecce Homo i jeszcze na odchodne otrzymać posiłek na drogę. „Mała bułeczka” którą zakonnica nam wręczyła na schodach klasztornej furty, to były mega mleczne bułki wielkości pięści, dorosłego człowieka.
Ogromne BÓG ZAPŁAĆ dla Sióstr Albertynek.
Po powrocie na Małopolską Drogę św. Jakuba przeszliśmy wzdłuż Cmentarza Rakowickiego i nawiedziliśmy Klasztor Karmelitów Bosych jednocześnie będący Sanktuarium św. Józefa, Obrońcy Miasta Krakowa. Jeśli jeszcze nie dane było Wam zajrzeć tej świątyni, to bardzo gorąco (mimo, jesiennego chłodu) chcieliśmy Wam do tego miejsca zaprosić.
Cudowna Kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej z jednej strony i wyjątkowy obraz św. Józefa, patrona Krakowa – powinny wystarczyć jako podwójne zaproszenie w jednym.
„Biskup krakowski Kazimierz Łubieński, w liście do ówczesnej Świętej Kongregacji Obrzędów, podkreślił, że ludzie modlący się przed obrazem św. Józefa w kościele ojców karmelitów bosych „doświadczali w przeszłości Jego obrony, pociechy w przeciwnościach oraz pomocy w swoich potrzebach”. W 1715 roku w uroczystej procesji, na czele której stał biskup Łubieński, Rada Miejska, profesorowie Akademii oraz duchowieństwo, wraz z mieszkańcami miasta ponieśli obraz św. Józefa z kościoła klasztornego przy dzisiejszej ulicy Poselskiej traktem królewskim na Rynek, aby w centrum miasta oddać gród Kraka świętemu Józefowi. Pod koniec XVIII wieku klasztor z kościołem poddano kasacie, a cudowny obraz został zdeponowany w klasztorze karmelitanek bosych na Wesołej. W XX wieku obraz został przeniesiony do nowej austriackiej fundacji karmelitów bosych przy ulicy Rakowickiej, poddany konserwacji i uroczyście zainstalowany w tamtejszym kościele.” [patriotycznykrakow.pl]

Droga Północna zmierzała w kierunku Dworca Kolejowego KRAKÓW GŁÓWNY ale wcale nie po to, by zakończyć to wędrowanie.
Rok Jubileuszowy 2025 to jak wiecie rok, w którym należy nawiedzać kościoły wyznaczone przez diecezjalnych biskupów. Na naszej trasie wędrówkowej czekały na nas aż trzy stacyjne świątynie. Bazylika św. Floriana, Bazylika Mariacka czyli kościół archiprezbiterialny Wniebowzięcia NMP i ta, najważniejsza – Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława, czyli wawelska katedra.
Zanim dotarliśmy na wawelskie wzgórze, przeszliśmy najbardziej znaną ulicą w Krakowie, czyli Franciszkańską, gdzie zajrzeliśmy do Bazyliki św. Franciszka z Asyżu i stanęliśmy – jak by inaczej – przed papieskim oknem.
Jesienna aura, zamglone, krakowskie klimaty i nasze dwie szczęśliwe dusze – to zestaw w który może się „przebrać” każda z par, chcących przeżyć to, co nam było dane dzisiaj doznać.
CAMINO to z pewnością DROGA NADZIEI !
A w bonusie, na koniec tego sobotniego pielgrzymowania w pociągu IC ŚLĄZAK wiozącego nas do Bytomia, cofnęliśmy się do lat dziewięćdziesiątych, gdzie rarytasem było… siedzenie na krzesełku wagonowego korytarza.
Ale i to przyjęliśmy z uśmiechem.
BUEN CAMINO !

