
Trzy tygodnie szybko minęły, zwłaszcza że były dwa listopadowe, świąteczne weekendy i po raz drugi mogliśmy dziś przywitać sympatyków podcastu TUiTERAZ na ŚLĄSKO-MORAWSKIEJ DRODZE ŚW. JAKUBA.
Spotkaliśmy się przy kościele Matki Boskiej Różańcowej, gdzie nasz jakubowy kapelan odprawił mszę świętą.
DZIĘKUJEMY pięknie Mariuszowi, organiście i przyjacielowi pielgrzymów jakubowych, za to iż w ogłoszeniach parafialnych ukazała się informacja o naszym przybyciu i o pielgrzymowaniu oraz za upiększenie dzisiejszej, pielgrzymiej mszy świętej – muzyczną oprawą.
Parafią św. Józefa w Taciszowie i tym, kleszczowskim kościołem filialnym, opiekują się zakonnicy, księża Kamilianie.
W kościele katolickim trwa Rok Jubileuszowy o czym często Wam opowiadamy, natomiast wśród parafii kamiliańskich trwa „ich” Rok Jubileuszowy związany ze świętym Kamilem, a dokładniej z okazji okrągłej, 450-tej rocznicy Nawrócenia się tego Świętego. Dodatkowo, doczytaliśmy, że w tym roku obchodzi się 475-tą rocznicę urodzenia św. Kamila de Lellis.
„Święty Kamil de Lellis był z pochodzenia Włochem. Urodził się 25 maja 1550 roku w Bucchianico – niewielkim miasteczku prowincji Chieti położonym na jednym ze wzgórz Abruzji. Wywodził się z rodziny szlacheckiej. Jego ojciec Giovanni de Lellis był żołnierzem, oficerem wojsk zaciężnych Karola V. Matka Kamila, z rodu Compellis, była pobożną i zacną kobietą. Przyjęła ona narodziny syna z wielką radością, ale jednoczenie z ogromnym niepokojem. Powodem niepokoju matki stał się dziwny sen, który miała jeszcze przed narodzeniem dziecka. Ujrzała mianowicie w marzeniach sennych chłopca stojącego na czele grupy rówieśników. Każdy z chłopców nosił na piersi czerwony krzyż. „To zgubny znak” – pomyślała matka. Takim krzyżem znaczono przestępców skazanych na karę śmierci, prowadzonych na szubienicę. A zatem jej syn będzie bandytą, przywódcą innych złoczyńców. Matka nie doczekawszy pociechy z syna zmarła, kiedy chłopiec skończył trzynasty rok życia.”
Tak rozpoczyna się życiorys młodego człowieka…
„Pracując przy budowie klasztoru Kamil styka się z życiem zakonnym. Jest pod wrażeniem, widząc jak ludzie potrafią z radością i poświęceniem służyć Bogu. W nim samym wyzwala się to samo pragnienie. Ogień młodzieńczych namiętności zaczyna krzepnąć. Kamil otwiera się na działanie łaski. 2 lutego 1575 roku, kiedy wraca z konwentu San Giovanni Rotondo, oddalonego od Manfredonii około 20 kilometrów, doznaje cudownego nawrócenia. Radykalnie zrywa z dotychczasowym życiem. Pragnie całkowicie poświęcić się Bogu podejmując decyzję wstąpienia do zakonu.
Wkrótce Kamil otrzymał upragniony habit franciszkański. Jednak wcześniej zaniedbana rana na nodze (pozostałość po jednej z bitew) pod wpływem szorstkiego zakonnego sukna otworzyła się na nowo i zakonne śluby Kamila musiały zostać odłożone. Zmuszony poddać się leczeniu, Kamil w szpitalu świętego Jakuba w Rzymie spotyka się z ludzką niemocą i cierpieniem.”
Takie i inne ciekawostki o świętym Kamilu można znaleźć i przeczytać na stronie – www.kamilianie.eu.

Nasza, prawie trzydziesto-osobowa grupa, po kilku minutach wędrowania przez kleszczowskie ulice, weszła do lasu i chłonęła leśne powietrze ile tylko mogła, co rusz potwierdzając, że ta pora roku jest najpiękniejszą do leśnego wędrowania… Kolorystyka nadal zachwyca, mimo, że to już połowa listopada. Aż chciało się tu wędrować dłużej.
W tej części lasu, zanim doszliśmy do miejscowości Kozłów, zatrzymaliśmy się na leśnym poboczu, gdzie jest drewniana wiata i są miejsca odpoczynkowe. Nie każdy wie o tym miejscu i trzeba czasami trafić tam „przez przypadek”.
Kiedyś wypatrzyliśmy to miejsce i serwujemy je każdej grupie z którą pielgrzymujemy śląsko-morawską Drogą.
Po około szesnastu kilometrach dotarliśmy do głównego – poniekąd – celu naszej sobotniej pielgrzymki, czyli do miejscowości Sośnicowice i do kościoła pw. św. Jakuba Apostoła. Dzięki miejscowemu księdzu proboszczowi, kościół stał dla nas otworem a dokładniej otwartymi drzwiami kościelnej zakrystii, przez którą wszyscy zostaliśmy zaproszeni do wnętrza świątyni.

Liczyliśmy się z faktem, że spędzimy w środku jakiś kwadrans a okazało się, choć pewnie nikt tego dokładnie nie policzył, że pewnie minęły i trzy kwadranse, zanim wyszliśmy w dalszą Drogę.
Ksiądz Marcin Gajda, od ponad trzydziestu lat proboszczujący jakubowej parafii w Sośniowicach jest świetnym mówcą. Rozpoczął opowiadanie o samym kościele, remoncie, drodze krzyżowej, figurach które są we wnętrzu świątyni by płynnie przejść do opowieści związanych z pobliskim Domem Opieki i przeżyciami z nimi związanymi a zakończywszy na … rękawicy baseballowej, służącej nie do grania lecz do łapania Słowa Bożego.
Ogromne BÓG ZAPŁAĆ dla kapłana, który zaprasza nas Wszystkich i każdego z osobna do kościoła jakubowego w Sośnicowicach. A my do tych zaproszeń dołączamy chociażby ze względu na Patrona, którego niewielka figurka wita pielgrzymów wchodzących do kościoła głównym wejściem. Sami sprawdźcie czy On tam rzeczywiście jest i połóżcie dłoń na jego nogach.
Nie od dzisiaj wiadomo, że pielgrzym jakubowy modli się nogami.
Nie trzeba słów…
Moglibyśmy długo słuchać mówcy w kościele i z niego dzisiaj nie wychodzić ale organizacyjnie mieliśmy jeszcze niewielki dystans do przebycia. Niby takie sześć kilometrów ale jesteśmy w okresie jesiennym i staraliśmy się dojść do Tworoga Małego przed nadchodzącą z wolna szarością sobotniego zmierzchu. Zdążyliśmy bez użycia latarek dotrzeć do dzisiejszego celu, czyli busa zaparkowanego we wspomnianym Tworogu Małym przy rzeczce Bierawka.
Już dzisiaj zapraszamy Was na wiosenne caminowanie, kiedy to znad Bierawki będziemy wyruszać na jeden z najpiękniejszych odcinków ŚLĄSKO-MORAWSKIEJ DROGI ŚW. JAKUBA.
Będziemy na Was czekać.
A autor wspomnianego na wstępie podcastu, zaprasza na większą dawkę pięknych, jesiennych ujęć z dzisiejszego przejścia :
https://www.youtube.com/watch?v=i-uhUy38YfI
BUEN CAMINO !

