2026.10.03__RACIBÓRZ_KRZANOWICE__18km

Podczas tegorocznej, czerwcowej wędrówki Małopolską Drogą św. Jakuba ze Szczyrku do Bielska-Białej (wraz z grupą sympatyków podcastu „TUiTERAZ” prowadzonego przez ks.Pawła) było dużo czasu na rozmowy i planowanie różnych wydarzeń.
Z przyjemnością szło się w ten częściowo deszczowy dzień również z Siostrami – Urszulankami Unii Rzymskiej – s.Lucjaną i s.Benedyktą, które aktywnie uczestniczyły w czasie innych, wcześniejszych wyjść tej małopolsko-zagłębiowsko-górnośląskiej mieszanki pielgrzymów.

I właśnie tam, po drodze, zapadł wstępny projekt dalszego caminowania z grupą, którą od samego początku nazwaliśmy „URSZULANKI I PRZYJACIELE”. Radość pielgrzymowania jest naprawdę wielka i sam fakt, że kolejna grupka wędrowców uformowała się i pielgrzymuje już kawałek czasu, dodaje skrzydeł do dalszego działania. Zdradzimy (po cichu…), że wielokrotnie w tym i przyszłym roku, będziemy mieli zaszczyt i przyjemność wędrowania z rybnickimi pielgrzymami.

Jedno przejście w 2025 roku i kilka etapów w roku bieżącym, sprawiło, że zebraliśmy się dzisiaj rano przy raciborskim dworcu kolejowym, by wspólnie zakończyć piękny, jakubowy szlak.
Racibórz, wraz z kościołem św. Jakuba był dzisiaj miejscem wyjścia na ostatni, polski odcinek ŚLĄSKO-MORAWSKIEJ DROGI ŚW. JAKUBA.
Czy Ktoś z uczestników tej wędrówki pomyślał, że kiedyś przejdzie w całości jedną z nitek jakubowych, polskich szlaków?
Raczej nie.
A dzisiaj to stało się faktem.

Raciborskie słoneczko było zamówione już przed naszym urlopem, więc wszyscy byliśmy radośni czując, że pogodowo będzie pięknie. Animuszu ani zapału nikomu nie brakowało – więc najpierw zaproponowaliśmy wyjście z miasta i zatrzymanie się w dzielnicy Studzienna przy kościele Krzyża Świętego.

Dzięki sprzyjającej okoliczności czyli sobotniego sprzątania kościoła, weszliśmy do wnętrza i większość usiadła w ławkach, na które z góry spoglądał… św. Franciszek.

„Święty Franciszek z Asyżu był synem bogatego włoskiego kupca, który po doświadczeniach wojennych i duchowym przełomie zrzekł się majątku na rzecz życia w całkowitym ubóstwie.
W XIII wieku założył Zakon Braci Mniejszych (franciszkanów), opierający się na głoszeniu Ewangelii, pokorze oraz niesieniu pomocy potrzebującym. Słynął z głębokiej miłości do przyrody, w której dostrzegał Boże dzieło, stając się symbolem braterstwa ze wszystkimi stworzeniami. Pod koniec życia, jako pierwszy w historii chrześcijaństwa, otrzymał stygmaty, czyli rany odpowiadające ranom ukrzyżowanego Jezusa. Współcześnie jest uznawany m.in. za patrona ekologii, ubogich oraz zwierząt.”
„Święty Franciszek zmarł o zachodzie słońca 3 października 1226 roku w swojej ukochanej kaplicy Porcjunkula niedaleko Asyżu. Jego odejście, w tradycji franciszkańskiej nazywane Transitus, miało bardzo symboliczny przebieg: Zgodnie ze swoim umiłowaniem ubóstwa, tuż przed śmiercią poprosił braci, aby zdjęli z niego habit i położyli go nagiego na gołej ziemi, by umrzeć bez żadnej własności.
Prosił współbraci o odśpiewanie stworzonej przez niego Pieśni słonecznej, do której dopisał ostatnią strofę witającą „siostrę Śmierć cielesną”. Odszedł, słuchając czytanej przez braci Męki Pańskiej według św. Jana oraz modląc się słowami Psalmu.” [wikipedia.org]

Wszyscy byliśmy zaskoczeni faktem, że to właśnie dzisiaj mija dokładnie 800-lecie śmierci świętego z Asyżu a my się z nim spotkaliśmy w tej podraciborskiej świątyni.

Dalej było już tak jak zawsze, najpierw wędrówka polami do Bojanowa a następnie Droga do Krzanowic. To niedługie fragmenty Drogi ale było sporo czasu by odmówić różaniec, porozmawiać i poopowiadać o caminowych wędrówkach. Tak dotarliśmy do polsko-czeskiej granicy, gdzie pielgrzymi zobaczyli tablicę z mapą Moravskoslezskej Cesty i mogli zerknąć na kolejne prawie 300 kilometrów, które są do przejścia po czeskiej stronie.

Ale dzisiaj nie przeszliśmy granicy tylko wróciliśmy do Krzanowic, gdzie zapaliliśmy znicz na grobie niedawno zmarłego ks. proboszcza i nawiedziliśmy przepiękną świątynię pw. św. Wacława.

A plan dzisiejszej wędrówki podporządkowany był pod jedyny popołudniowa porą powrotny autobus PKS w kierunku Raciborza.
Wszystko udało się „jak w zegarku”.

Nasza droga powrotna nie była dzisiaj zbyt długa, bo dotarliśmy do znanej nam i lubianej miejscowości Nędza, gdzie najpierw zamocowaliśmy (troszkę mocniej niż zwykle) oznakowania szlakowe a następnie poszliśmy do Kochanej Pani Marii, która zaprosiła nas na nocleg i jutrzejsze, GMINNE DOŻYNKI, połączone z parafialnym odpustem i festynem.

BUEN CAMINO !

Dodaj komentarz