2026.10.14__DROGA KRÓLEWSKA VIA REGIA ŚW.JAKUBA

Czwartego maja dwa tysiące siedemnastego roku to wszystko się zaczęło … w SKOROGOSZCZY się zaczęło, przy kościele św. Jakuba. Jak to wtedy napisaliśmy w naszym blogu – rozpoczęliśmy naszą „pieszą Przygodę (przez duże P)”.

Spytacie dlaczego Skorogoszcz, skoro naszym pielgrzymkowo-debiutanckim miastem był piękny Toszek?
Otóż, kilkanaście dni wcześniej wzięliśmy udział w otwarciu ŚLĄSKO-MORAWSKIEJ DROGI ŚW. JAKUBA i mimo przewędrowania paru kilometrów dwiema ścieżkami, uważamy, że to właśnie w Skorogoszczy postawialiśmy swoje pierwsze, samodzielne, caminowe kroki na Drodze VIA REGIA.

„Jako, że szliśmy w przeciwnym kierunku (o tak, pierwszy nasz etap VIA REGIA i od razu „pod prąd”) nie spodziewaliśmy się, że poprowadzą nas żółte muszle ale czuliśmy, że św. Jakub jest z nami. Te pierwsze dni majowe okraszone były długimi deszczami, również na Opolszczyźnie, nie ryzykowaliśmy przejścia wałami nad Odrą i postanowiliśmy nadłożyć troszkę drogi i przez Mikolin, właśnie minąwszy jedną z największych polskich rzek, udaliśmy się w kierunku Popielowa. Według tablic zamieszczonych przy Sanktuarium Anny Samotrzeciej na Górze św. Anny, wyczytamy, że właśnie przez tą miejscowość przebiegał Trakt Kupiecki z Krakowa do Wrocławia.” – napisaliśmy w poście z datą 4.05.2017r.

W maju, kilka dni później, do OPOLA dotarliśmy z drugiej, tej właściwej szlakowo strony, po kilkudniowej wędrówce rozpoczętej na naszej, górnośląskiej ziemi, czyli w PIEKARACH ŚLĄSKICH.
Sanktuarium Matki Bożej Piekarskiej w majowy poranek wydawało się wtedy miejscem, skąd raz wyjdziemy i nie wiadomo kiedy, ponownie do niego wrócimy. Ale to przecież były pierwsze, jeszcze „niedoświadczone” myśli pielgrzyma-debiutanta.
Jak wiecie z naszych wielu opowieści, miejsce to stało się dla nas bardzo ważne i zawsze z radością wracamy na piekarskie wzgórza i do piekarskiej bazyliki, niosąc do Piekarskiej Matki swoje prośby i podziękowania z muszelkami na szyi (lub w plecaku).

Już na przełomie zimy i wiosny roku dwa tysiące osiemnastego, przeszliśmy zagłębiowską nitkę szlaku jakubowego, rozpoczynając w podkrakowskiej miejscowości SUŁOSZOWA, do której w jakiś sposób udało nam się z Krakowa dojechać. Była to PIERWSZA, wyjątkowa rocznica naszego pielgrzymowania. Jeszcze wtedy nie przypuszczaliśmy, że nasza piesza Przygoda z każdym przebytym kilometrem nabierze jeszcze bardziej rumieńców i że wędrując w kierunku Sączowa i Piekar Śląskich automatycznie scalamy nasze fragmentaryczne przejścia w jeden, coraz dłuższy fragment Drogi.

Wrześniowy urlop w osiemnastym roku zaplanowaliśmy na terenie dolnośląskim, gdzie ponownie dotarliśmy do miejscowości Skorogoszcz ale wyruszyliśmy już we właściwym kierunku. Po paru dniach, pielgrzymując przez piękne jakubowe Sanktuarium w Małujowicach, doszliśmy z radością i wielką dumą do WROCŁAWIA.

„Z Rynku, zostało nam już tylko przejść jeszcze na Dworzec Kolejowy. Okazało się, że nasz pociąg odjeżdża z peronu, przy którym w styczniu 1967 roku, zginął pod kołami pociągu aktor, Zbigniew Cybulski. Upamiętnione miejsce na peronie drugim to było na pewno piękne i znaczące zakończenie naszej podróży. Pieszej podróży ze wsparciem świętego Jakuba – ze Skorogoszczy do Wrocławia.” – zapis z datą 13.09.2018r.  

W trzecim roku pielgrzymowania postawiliśmy wszystko na jedną szalę i wybraliśmy się ponownie w kierunku Dolnego Śląska, by tym razem, za „jednym przejściem” dotrzeć na najdalej wysunięty na zachód punkt polskiej VIA REGII, czyli do polskiego ZGORZELCA i niemieckiego GÖRLITZ (jedno miasto, leżące po dwóch stronach Nysy Łużyckiej).

Wrażeń z tych dziesięciu dni nie byliśmy w stanie w pełni opisać na blogu ale z pewnością w naszych głowach i sercach pozostaną one na lata.

Tak opisywaliśmy nasze zauroczenie Śnieżką w Drodze do Lwówka Śląskiego :
„Co najpiękniejsze tego dnia, dopiero na nas czekało.
Na powulkanicznych, bazaltowych terenach stworzono przepiękne, krajobrazowe stanowisko odpoczynkowe. Siedząc i spożywając posiłek rozkoszowaliśmy się czymś o czym nawet nie śniliśmy poprzedniej nocy. Nasze oczy spoczęły na przysypanej śniegiem – Śnieżce. Śnieżka, to najwyższy szczyt Karkonoszy oraz Sudetów a jego oficjalna wysokość bezwzględna do 1602 m.n.p.m. I pomyśleć sobie warto, że między Śnieżką a Górą Świątek (330 m.n.p.m.) na której to się znajdowaliśmy jest odległość prawie 100 kilometrów (w linii prostej). Widok taki, że opis na nic się nie zda.
To trzeba zobaczyć na własne oczy.”
– zapis z datą 06.05.2019r.

Wrześniowy urlop w tym samym, dwa tysiące dziewiętnastym roku już zdecydowanie przekierowaliśmy na Małopolskę a precyzyjniej ujmując – na pięciodniową wędrówkę, między Tarnowem a Krakowem.

Przyznać musimy – po kilku latach – że plan był szalony i bardzo skomplikowany ale co najważniejsze zrealizowany w całości i zgodnie z założeniami. Niech nie dziwi Was fakt, że SZARÓW był centralnym punktem naszego pielgrzymowania, bo tam się ta wędrówka rozpoczęła i na tej samej stacji kolejowej, zakończyła.
Pogodowo było różnie, żeby nie powiedzieć, bardzo zmiennie.

„Od wyjścia z Bochni do stacji kolejowej w Szarowie, peleryny i parasole całkowicie suche powędrowały do plecaków a i ubiór mieliśmy na sobie cieńszy, bo słońce grzało chyba ponad-miarowo. Święty Jakub nakazał nam wyjść w deszczu z Brzeska z pewnością planując dla nas suszenie w drugiej części. Szkoda, że my ludzie, nie mamy daru przewidywania, bo z pewnością ubrania których się pozbyliśmy jak i obuwie, wyschły by na nas w drodze, bez potrzeby przebierania się. Ale to była tylko wiedza boska …” – zapis z datą 03.09.2019r.  

Po drodze, nawiedziliśmy wówczas Sanktuarium św. Jakuba Apostoła w BRZESKU. To miejsce jest bardzo klimatyczne i zaprasza każdego pielgrzyma z muszlą na plecaku, na szyi lub po prostu, w sercu. Naszym zdaniem do pełni uroku brzeskiego Sanktuarium brakuje albergi, takiej z prawdziwego zdarzenia – za co trzymamy mocno kciuki.

Rok dwa tysiące dwudziesty, to jak Wszyscy pamiętamy rok COVID-19. WHO oficjalnie ogłosiło stan pandemii na świecie 11 marca a w naszym kraju miało to miejsce kilka dni później. Co człowiek zaplanował wcześniej, musiał szybko i bezwarunkowo, na bieżąco wręcz weryfikować, bo przecież było pełno nakazów i zakazów, łącznie z zakazami „chodzenia do lasów”.
Pamiętacie, prawda?
Trudno zapomnieć …

Mimo braku realizacji planów wielkanocnych i zamiast całkowitej rezygnacji z wyjazdu na Podkarpacie, przełożyliśmy nasze pielgrzymowanie i rozłożyliśmy na dwa krótkie wyjazdy.
Na przełomie maja i czerwca wyszliśmy z Przeworska w ciągu trzech dni w kierunku Będziemyśla a kontynuację Drogi do TARNOWA przełożyliśmy na kolejne cztery dni, pięknego, jesiennego września.

„Centrum Informacji Turystycznej było dla nas, a właściwie dla naszych bagaży, dłuższym przystankiem. Po rozmowie z pracownikiem dostaliśmy szafkę z kluczykiem na schowanie plecaków, mapkę i kilka ważnych informacji. Gdzie iść na kawę (wybraliśmy tramwaj kilka uliczek obok), co zwiedzić (bazylika katedralna Narodzenia NMP), co zjeść (tu postanowiliśmy zmienić lokal na inny) i że nie musimy się spieszyć. Fakt, czasu mieliśmy sporo, do tego stopnia, że po zwiedzeniu Rynku bardzo powoli, zabrawszy swoje plecaki, udaliśmy się w kierunku dworca kolejowego. Wiedzieliśmy, że znowu coś się kończy, więc zwlekaliśmy jak tylko mogliśmy najdłużej.” – zapis z datą 26.09.2020r.  

Lata 2021-2024 to posucha w temacie dalszego wędrowania Drogą Królewską VIA REGIA ale tęsknota i myśli, nie ustawały.
Rok święty a właściwie jego dwuletni czas ogłoszony przez śp. papieża Franciszka postanowiliśmy poświęcić na inne zadania i projekty, które sami wdrażaliśmy, widząc dalsze komplikowanie ludziom życia towarzyskiego z powodu wciąż panującej pandemii.
Ale dwa lata Roku Compostelańskiego na marne z pewnością nie poszły.

Dodatkowo, na wschodniej granicy z powodu zagrożenia wojennego zrobiło się niebezpiecznie a i w konsekwencji bardzo tłoczno. Około miliona uciekinierów z Ukrainy szukało schronienia w Polsce a w regionie podkarpackim szczególnie.
Noclegów dla pielgrzymów nie było gdzie szukać…

Dużo wyjść i wydarzeń było w roku dwa tysiące dwudziestym piątym, ale też śledząc informacje ze wschodniej granicy mieliśmy cichą nadzieję, że to jest ten moment, by dokończyć caminowe dzieło, jakie nam wciąż siedziało w głowach. Jeszcze nie udało się go zrobić w pełni, ale połowę tak.
Dwa najbardziej położone na wschodzie „początki” polskiego odcinka jakubowego (KORCZOWA i MEDYKA) udało nam się odwiedzić i docelowo dwiema osobnymi ścieżkami dotarliśmy do wspólnego celu, czyli do PRZEMYŚLA.

„Pełen dworzec ukraińskich podróżnych – ten widok chyba na długo pozostanie w naszej pamięci. Ludzi posługujących się językiem polskim na stacji Przemyśl Główny chyba można by policzyć na palcach obu rąk. W naszym wagonie, w pociągu IC ROZEWIE „mknącym” przez Rzeszów do Gdyni przez Bytom, wcale nie było inaczej. Widać i słychać było naokoło, że jesteśmy a właściwie, że byliśmy blisko granicy polsko-ukraińskiej.” – zapis z datą 02.10.2025r.  

Jeśli dotarliście do tego miejsca, to czas by to ogłosić :
Niedawno, dokładnie dwudziestego dziewiątego września dwa tysiące dwudziestego szóstego roku UDAŁO NAM SIĘ (!) spiąć CAŁY, POLSKI ODCINEK tej pięknej, jakubowej Królewskiej Drogi VIA REGIA.

Trzy podkarpackie odcinki spędzone w większym, pielgrzymim towarzystwie odbyły się w przepięknej, jesiennej aurze a ten ostatni odcinek z zakończeniem w bazylice Bożego Grobu w PRZEWORSKU na zawsze pozostanie w naszych sercach i naszej pamięci.

Gdy siedzieliśmy w ławkach czekając na ostatni akt tej jakubowej wyprawy, czyli na wieczorną mszę świętą w przeworskim Sanktuarium, trzymaliśmy się za ręce i oczami mówiliśmy sobie wzajemnie KOCHAM CIĘ i ZROBILIŚMY TO !
Ze świętym Jakubem każde z nas porozmawiało już we własnym imieniu… Było za co DZIĘKOWAĆ !

9 lat, 4 miesiące i 25 dni daje 3435 dni to okres gdy rozpoczęliśmy i zakończyliśmy naszą … „pieszą Przygodę (przez duże P)”.

Przez ten czas, widzieliśmy sporo wschodów i zachodów słońca między wschodnią i zachodnią granicą Rzeczypospolitej Polskiej. Nasza Ojczyzna jest po prostu piękna, kolorowa i wyjątkowo ciekawa…

Nie da się tych emocji opisać, dlatego Drodzy Czytelnicy zapraszamy i zachęcamy Was bardzo gorąco abyście poszli na CAMINO.
Polskie CAMINO !
Niby tylko wędrówka, spacer czy przechadzka a jednak … to moc wzruszeń zarówno po drodze jak i na końcach etapów.
Zerknijcie na te kilkadziesiąt etapów – może znajdziecie jakiś, który Was zaciekawi, może wyciągnie, tak jak nas – na życiową przygodę?

A czy pamiętacie, że właśnie w roku 1224 rozpoczęła się trwająca do dziś historia parafii św. Jakuba Apostoła w Sączowie?
Niewiarygodne…

Dumni i szczęśliwi pozdrawiamy Was słowami :
ULTREIA ! ET SUSEIA !

2 komentarze

Dodaj komentarz