JdŚJ 4 dzień … CZĘSTOCHOWA – SOŚNICA

W Centrum Pielgrzymkowym nie było by nic do zareklamowania, gdyby nie stołówka. Posiłkując się tam śniadaniem, mieliśmy wrażenie, że cofnęliśmy się do lat być może osiemdziesiątych, poprzedniego stulecia. Co prawda nie mogliśmy znać tego miejsca sprzed lat ale wszystko co widzieliśmy i jak działało wskazywało, że czas tu wyjątkowo kiedyś się zatrzymał. To być może kiedyś będziemy mieli okazję opisać i poopowiadać Innym. Może wnukom? Kto wie.

Obeszliśmy na pożegnanie całą Jasną Górę i ulicą księdza Kordeckiego opuściliśmy to piękne miejsce, udając się – tym razem – właściwym i wytyczonym szlakiem naszego Patrona, świętego Jakuba. Na czwartym kilometrze znowu naszą ścieżkę „przecięła” Stradomka, którą dwa dni temu, też minęliśmy. Po przejściu przez Liszki Dolne, znaleźliśmy się w dobrze już znanym miejscu, czyli przy rondzie w miejscowości Dźbów, gdzie parę dni temu odpoczywaliśmy.

Tak więc, prawie po 13 kilometrach wróciliśmy na szlak, którym już wędrowaliśmy, więc większość obiektów i otoczenia była nam już znana. To też nowość na naszej drodze pielgrzymkowej, że co chwilę pytaliśmy siebie nawzajem „pamiętasz, to już widzieliśmy” czy „byliśmy tu już”. W Dźbowie to miało miejsce po raz pierwszy. Przez Wygodę i Łaziec powróciliśmy do Rększowic i dalej przez Hutki doszliśmy do Kamienicy. Tu po chwili przerwy postanowiliśmy zrezygnować z powrotu szlakiem, bo drogę z Lubszy już poznaliśmy. Skierowaliśmy się na Babienicę by po drodze odwiedzić kościół św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Pewnie nigdy byśmy tak nie zaszli. Później przez Psary i Piasek doszliśmy do Sośnicy, dzielnicy Woźnik. Wiedzieliśmy, że stamtąd kursują PKS-y do Tarnowskich Gór. Po prawie siedmiu godzinach i przejściu około 38 kilometrów, zapragnęliśmy zrealizować nasz plan , czyli wrócić do domu.

Wszędzie dobrze… ale tę noc przespaliśmy we własnym łóżeczku.

Dodaj komentarz