Ostatni majowy dzień, który wypadał w niedzielę, zaczęliśmy od nabożeństwa w kościele niedaleko naszego miejsca postojowego, czyli w kościele pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. Z pewnością wzbudziliśmy jakieś zainteresowanie, bo dwojga pielgrzymów z plecakami pewnie nieczęsto się tu ogląda. Po nabożeństwie udaliśmy się na stację kolejową celem przejechania do miejscowości Przeworsk.

Tam, po przejściu około 2 kilometrów, doszliśmy do Bazyliki Kolegiackiej św. Ducha. Kościół ten został wybudowany w latach 1430-1473. Klasztor i kościół miał wtedy charakter obronny, więc w 1502 roku wzniesiono basztę i ponad wiek później, w roku ok. 1640, cały zespół otoczono murem. Kościół gotycki w Przeworsku wchodzi w skład dawnego zespołu klasztornego Bożogrobców. Jest to drugi po archikatedrze kościół w archidiecezji przemyskiej, posiadający jednocześnie godność bazyliki mniejszej (od 1982r.), kolegiaty (od 2003r.) i sanktuarium Grobu Bożego (od 2012r.). Tu też swoją siedzibę ma przeworskie Bractwo świętego Jakuba.
I właśnie, wiedząc, że od wielu lat Bractwo organizuje rokrocznie „niedzielne przejścia” byliśmy przekonani, że drogi podkarpackie muszą być oznakowane najlepiej w Polsce. Na trasie nawet i dzisiejszego etapu okazało się, że nasze przekonania były błędne. Nawet bardzo błędne. Zanim dotarliśmy do miejscowości Nowosielce, mieliśmy przyjemność spotkać opiekuna jakubowego szlaku w Gwizdaju, który widząc dwoje wędrowców oglądających krzyż na skrzyżowaniu sam nas zawołał i zaprosił do altanki na chwilę rozmowy, dokumentując też nasze pielgrzymie paszporty posiadanymi pieczęciami. To był najmilszy moment naszej niedzielnej wędrówki. Będziemy to miejsce zawsze miło i ciepło wspominać.
We wspomnianej gminie Nowosielce oglądaliśmy piękny, drewniany kościółek św. Marii Magdaleny. Obecnie stojący kościół jest według historii drugim kościołem zbudowanym w tym miejscu. Zbudowany w II połowie XIV wieku był warownią dającą ludności schronienie przed częstymi najazdami Tatarów. Posiadał on ówcześnie fortyfikację na wzór włoski, narożne bastiony, mały, groble i zwodzony most. W roku 1384 parafię ufundowała Katarzyna, wdowa po Francu z Marszowic, a akt fundacyjny podaje, że na zbudowanie kościoła fundatorka zapisała wzgórze z trzech stron otoczone wodą.
Dalsze etapy wędrowania to był prawie „hardcore”. Nie dość, że weszliśmy w pola, które były mokre od deszczu, źle naniesione trasy w gps-ie poprowadziły nas miedzami przez sam ich środek, to jeszcze zanim dotarliśmy do Łańcuta, znaleźliśmy się w polu traw sięgających na 1,5 metra. Gdyby nas Ktoś zobaczył wychodzących na asfaltową drogę, pomyślałby, że jakieś upiory wyszły z pól. Długo jeszcze przeżywaliśmy tę wyprawę. Ale przecież nikt nie powiedział, że Pielgrzym ma mieć lekko.

