Jeden dzień przerwy (chyba dla odpoczynku) sprawił, że postanowiliśmy zrobić coś na kształt „dwa w jednym”. Wiedzieliśmy, że z miejsca, gdzie zakończyliśmy ostatni odcinek do będzińskiego Zamku, to odcinek 12-kilometrowy, więc niezbyt długi jak dla nas. Dołożyliśmy sobie jeszcze około piętnastu, zaliczając jeden z dwóch, dąbrowskich odcinków alternatywnych.
Najpierw w Dąbrowie Górniczej przeszliśmy lewym brzegiem jeziora Pogoria III, by wzdłuż plaży dojść do Parku, który wyglądał raczej jak plac budowy. Postaraliśmy się o to aby przemknąć nim jak najszybciej i w jak najmniejszym stopniu przeszkadzając pracownikom budującym ścieżki i parkowe dróżki. Od wyjścia z parku naszym „towarzyszem” była rzeka Przemsza. Powstała czy też powstaje niezmiennie z połączenia Czarnej i Białej Przemszy. Od źródła do ujścia w Gorzowie, do Wisły, liczy sobie 88 kilometrów długości.
W pewnym miejscu przeszliśmy metalowym mostkiem ową Przemszę i weszliśmy do Będzina. Najpierw minęliśmy Teatr Dzieci Zagłębia im. Dormana, aby po kilkuset metrach, wzdłuż cmentarza żydowskiego, dojść do kościoła św. Trójca, znajdującego się jakby u podnóża królewskiego będzińskiego Zamku, którego historia fortyfikacji sięga nawet IX wieku. I tu dokładnie zakończyliśmy wędrówkę po śladach żółtej, jakubowej muszli by wejść na drogę, zwaną alternatywną, oznakowaną muszelką białą.

Na osiedlu Będzin – Syberka znajduje się Sanktuarium Polskiej Golgoty Wschodu. Jest to pierwsza w Polsce świątynia, która jest zarazem pomnikiem martyrologii Polaków na Wschodzie. Kościół powstawał w latach siedemdziesiątych XX wieku ale to dopiero rok 1980, dzięki Solidarności (rodzącego się wtedy ruchu) otrzymano wszelkie pozwolenia i zgody na jego budowę. Parafia Nawiedzenia NMP utworzono w 1981 roku i w tym samy roku odprawiono tam pierwszą mszę świętą. Pod gołym niebem ale w świątyni. Dodać można, że w 2003 roku, przed wejściem do dolnego kościoła stanęła na kopczyku figura Matki Bożej z Lourdes a na froncie Sanktuarium, pod dzwonnicą stoi figura świętego Józefa Robotnika. Warto było tu dotrzeć.
Wzdłuż DK 94 dotarliśmy na czeladzki Rynek i do kościoła św. Stanisława Biskupa i Męczennika. 20 kilometrów które mieliśmy w nogach były jakby bez znaczenia. Nogi same nas niosły w kierunku Grodźca.
W jakim celu zaszliśmy na Grodziec, skoro byliśmy tu dwa tygodnie wcześniej? Dokładnie po to, co poprzednio – na Górę świętej Doroty. Doszliśmy i weszliśmy na to wzniesienie Drogą Krzyżową czyli najpiękniejszym z możliwych wejść i zarazem zejść z tego świętego wzniesienia.
„Serce moje jest zawsze pełne litości dla nieszczęśliwych mieszkańców tej ziemi, których prześladuje srogi los. Wstań! Dziecię twe powróci do zdrowia… Z wdzięczności za to kup w Piekarach obraz mój z pierścieniem na palcu, jaki we śnie widziałeś i w dniu Przemienienia Pańskiego zanieś go do kościółka Świętej Doroty w Grodźcu”.
Takie słowa usłyszał we śnie biedny robotnik z Kamienia, wsi z Górnego Śląska, klęcząc i zasypiając przy konającym dziecku, błagając o pomoc Matkę Boską.
Dokładnie 6 sierpnia 1865 roku ojciec chorego dziecka spełnia tę prośbę. W trakcie procesji obraz Matki Boskiej umieszczony zostaje w kościele na wzgórzu św. Doroty. Od tego dnia, to miejsce należy do ważnych i ulubionych miejsc pielgrzymkowych ludności śląsko-dąbrowskiej. Nam też było dane dwukrotnie stanąć przy kościele św. Doroty i podziękować również świętemu Jakubowi za opiekę i prowadzenie nas szlakiem w kierunku Santiago de Compostella.

