2025.04.12__PIEKARY ŚLĄSKIE-ZBROSŁAWICE__23km

Gdyby Ktoś, mający dobrą kondycję, chciał połączyć połowę naszej marcowej wędrówki Drogą Królewską św. Jakuba z dzisiejszym, to okazało by się, że na dystansie około 30 kilometrów (rozpoczynając pielgrzymkę w Sączowie), przejść można po terenach TRZECH diecezji … nawiedzić CZTERY kościoły będące w roku 2025 Kościołami Jubileuszowymi i ponadto mieć okazję do spędzenia – nie tylko – modlitewnego czasu w TRZECH Sanktuariach.

Dodatkowo, ciekawostką jest fakt, że początek i koniec pielgrzymki to nowe Sanktuaria, które otrzymały swoje tytuły całkiem niedawno. To najmłodsze Sanktuaria zarówno w diecezji sosnowieckiej jak i gliwickiej.

Czy potrzeba większej i bardziej konkretnej zachęty do pielgrzymowania Drogą znaczoną żółtymi muszelkami i strzałkami?
Czy potrzebna jest bardziej wymowna rekomendacja dla tego odcinka pięknego CAMINO ?
Naszym zdaniem trzeba tylko chcieć.
Chcieć wyjść z domu i poddać się wędrowaniu w towarzystwie św. Jakuba Apostoła.

Każdego z Was zapraszamy do przejścia tego wyjątkowego fragmentu Drogi VIA REGIA w jednym podejściu lub tak jak uczyniła to „olkuska grupa pod wezwaniem” podcastu „TUiTERAZ” ks. Pawła, czyli w etapach dwóch.

Piekary Śląskie to zawsze miejsce magiczne – dla każdego pielgrzyma wyjątkowe, bo czeka tu Matka Boska Piekarska, której to cudowny obraz od stuleci jest sławny zarówno w kraju jak i poza jego granicami.
Początek piekarskiej historii (może już Wam o tym wspominaliśmy) brzmi tak :

„Piekary to historyczna osada, która od 1303 roku posiadała niewielki drewniany kościółek w stylu romańskim, pod wezwaniem św. Bartłomieja Apostoła. W bocznym ołtarzu mieścił się wizerunek Maryi Panny nieznanego autora i fundatora. Geneza cudowności wzięła początek XVII wieku. Lud gromadził się przed obrazem, by oddawać cześć Matce Bożej. W 1659 r. przeniesiono obraz do głównego ołtarza i wówczas zaczęły następować cudowne uzdrowienia. W 1676 r. w Tarnowskich Górach wybuchła zaraza i pielgrzymi z miasta zaczęli modlić się przed obrazem Matki Bożej, a gdy powracali, zaraza zaczynała ustępować. Cała wioska podejmowała zobowiązanie, że co roku w określonym dniu odbędzie pielgrzymkę jako podziękowanie za otrzymane łaski. W 1680 r. wybuchła zaraza w Pradze, wówczas cesarz austriacki Leopold I Habsburg poprosił o przywiezienie obrazu. 15 marca 1680 r. uroczyście w procesji przeniesiono obraz ulicami Pragi. Zaraza ustąpiła, a arcybiskup praski Jan Fryderyk Waldstein potwierdził urzędowo cudowność obrazu. W powrotnej drodze obraz zatrzymał się w miejscowości Hradec Kralowe, gdzie ludzie również cierpieli na skutek zarazy.
W rok później miasto jako dowód wdzięczności ofiarowało Piekarom obraz wotywny. 20 sierpnia 1683 roku król Jan III Sobieski, zmierzając pod Wiedeń modlił się w piekarskim kościele, wysłuchał mszy i przed obrazem Matki Bożej prosił o zwycięstwo. Bitwę z wojskami wezyra Kary Mustafy wygrał.” [wawrzyniec-chorzow.katowice.opoka.org.pl/]

Wraz z Matką Boską Piekarską oraz naszym patronem, św. Jakubem Apostołem wyruszyliśmy przed południem w kierunku – oczywistym i niezmiennym – hiszpańskiego Santiago de Compostela.
Od razu, na dzień dobry czekały nas dwa wzniesienia, które podprowadziły pielgrzymów pod kolejny, piekarski symbol, czyli Kopiec Wyzwolenia. Nieustannie, będąc na lub w pobliżu Kopca, pokazujemy przybyszom zza Śląska, Sączów i widoczny z tego miejsca zarys jakubowego kościoła. To wyjątkowe, piekarskie wzniesienie z którego można jeszcze raz spojrzeć „za siebie” i wzrokiem uchwycić to ważne, sączowskie Sanktuarium.

Przystanków na naszej Drodze było dzisiaj sporo, co zapowiedzieliśmy pielgrzymów po drodze. Poprosiliśmy Ich także, żeby nie zapomnieli pielgrzymich paszportów, to to odcinek wyjątkowo pieczątkowo bogaty.

Najpierw idąc przez Księżą Górę, między Piekarami Śląskimi a Radzionkowem, przystanęliśmy w miejscu dedykowanym pielgrzymom, czyli pod ogromnym krzyżem ustawionym naprzeciwko Śląskiego Ogrodu Botanicznego. Tak każdy pątnik może usiąść i odpocząć jak i w ciszy się pomodlić. Cieszymy się jako pielgrzymi, że są takie miejsca a i mieszkańcy, wędrując po tym pięknym zielonym terenie, mogą się spotkać z pielgrzymimi tabliczkami i oznakowaniami.

Kościół św. Wojciecha w Radzionkowie (Kościół Jubileuszowy) z daleka już był widziany przez wędrowców i chyba się nie pomylimy, jeśli napiszemy że jak zawsze otwarty i dostępny. Mało tego, na prośbę pielgrzymów wyszedł przed dom parafialny sam ksiądz proboszcz, przybijając pieczątki i ofiarowując każdemu z przybyszy obrazek-magnes z wizerunkiem świętego biskupa.
To było dobre i bogate spotkanie.

Do tego wszystkiego, nasza łazikowa przyjaciółka Basia przygotowała dla każdego słodki poczęstunek w świątecznym opakowaniu, łącząc życzenia świąteczne i swoje niedawne urodziny. DZIĘKUJEMY Basiu za frajdę i przyjemność którą uczyniłaś tym słodkim… zaskoczeniem.

Cukiernię Państwa Bączkowiczów już znacie i wiecie, że można tam spokojnie zajrzeć do wnętrza, do kuchni Babci Any. Pieczątkę przybijaliśmy na zewnątrz bo nawet tak skromna grupa jak nasza w ilości dwudziestu czterech dusz, nie zmieściła by się do jej wnętrza. Gospodarzom pięknie podziękowaliśmy za gościnę i prawdopodobnie wykupiliśmy wszystkie świąteczne mufinki, bo po naszym wyjściu nawet z wystawy poznikały. Pielgrzymia wdzięczność jest niezmierzalna.

Kolejne przystanki – jako się rzekło – były prawie co chwilę : przy kościele św. Michała w ruch poszły kanapki, przy kolejnej cukierni następna pieczątka, na wejściu do rezerwatu Segiet kapliczka ze świętym Jakubem. Gdybyśmy spisali je wszystkie, to pewnie wiele innych przejść by temu, górnośląskiemu odcinkowi „pozazdrościło”.

A że święta wielkanocne się zbliżają to co rusz mieliśmy sposobność oglądania ozdób w przydomowych ogrodach. Zajączków świątecznych było bez liku, przeróżnych…

Wędrując tym odcinkiem każdy w pielgrzymów zachwycał się wiosenną pogodą, wielkimi drzewami w Segiecie, śpiewem ptaków i wieloma rozmaitymi detalami, których czasami w ogóle nie zauważamy, chodząc dokądkolwiek w naszym codziennym, zabieganym życiu. Dzisiaj był właśnie ten dzień, ten moment, by je wyłapać, ucieszyć się i dzielić się tymi drobiazgami z Innymi. Tego trzeba się nauczyć i CAMINO jest doskonałym poligonem do tej nauki słuchania i oglądania natury.

Do Zbrosławic doszliśmy przy pięknym, kwietniowym słońcu po godzinie piętnastej i już w przedsionku świątyni znaleźliśmy trochę cienia i chłodu. Dzięki uprzejmości księdza proboszcza który wyszedł do nas, dostaliśmy więcej tego chłodu znajdując się we wnętrzu tego przepięknego i opisywanego niedawno przez nas, zbrosławickiego Sanktuarium. Będziemy się powtarzać : zapraszamy Was do Zbrosławic i Do Sanktuarium Macierzyństwa koniecznie. Mamy wrażenie, niepotwierdzone słowami ale tak czujemy, że każdy pielgrzym gdy wróci do domu, bez względu na to czy będzie to Olkusz, Sosnowiec, Dabrowa Górnicza czy Bytom, będzie miał dziś głęboko w sercu zbrosławicką świątynię.

Spytacie na koniec pewnie, co tam dzisiaj w Zdrapce Wielkopostnej? Otóż, pewnie Was zaskoczymy, była tam propozycja … na jutro :
„Jutro pielgrzymuj do Kościoła Jubileuszowego”.

Nie wiemy jak Wy, ale my spróbujemy wywiązać się z tego zdrapkowego zobowiązania i Wam jutro o tym opowiedzieć…
A trzynasty dzień kwietnia to bardzo ważny dzień dla MUSZELEK

BUEN CAMINO !

2 komentarze

Dodaj komentarz