
Kilkanaście minut po godzinie ósmej, przy Rynku w Toszku zatrzymał się biały bus na olkuskich rejestracjach przywożąc pielgrzymów na dzisiejsze CAMINOwe wędrowanie. Ucieszyliśmy się (jak zawsze) na Ich widok i po kilku minutach byliśmy gotowi do jakubowej Drogi a nawet dwóch.
Honory gospodarza odcinka czynił nasz toszecki Przyjaciel Bernard który z przyjemnością przyszedł przywitać wędrowców i jak na gospodarza przystało, zainterweniował w kwestii WC i na drugim etacie działał jako nasz, grupowy fotograf.
Obowiązki rodzinne nie pozwoliły Bernardowi pójść z nami na caminową wędrówkę ale i tak wielkie PODZIĘKOWANIA za Jego poranne „gospodarzenie”.
Jako się rzekło z toszeckiego Rynku, pielgrzymów wyprowadzają dwie muszle, bo szlak VIA REGIA przez Toszek przechodzi a śląsko-morawska Droga na tym Rynku ma swój początek. Od razu naszło nas wspomnienie, o naszym debiucie w jakubowym pielgrzymowaniu, które na tym Rynku i przy kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej miało miejsce 8 lat i kilkanaście dni wcześniej.
Oj tak, wspomnienie tego kwietniowego dnia, jest w nas nierdzewiejące.
Tak jak wtedy tak i dzisiaj dwiema muszelkami wyszliśmy w Drogę, żegnając i zostawiając za swoimi plecami przyjazny Toszek. Niby minęło już tyle lat a my dzisiaj znowu mogliśmy poczuć dreszczyk debiutanckich emocji, jako że szliśmy nowym, zmienionym i oddalonym od asfaltowej drogi, fragmentem Królewskiej nitki caminowej.

Szło się zupełnie inaczej niż do tej pory – kolejna połać lasu i ścieżka przez pole to znaczenie lepsza z punktu widzenia pielgrzyma alternatywa niż asfaltowy fragment ulicy i kolejowym szlabanem. Do Ligoty Toszeckiej doszliśmy od drugiej strony i bardzo cieszymy się, że wraz z innymi pielgrzymami mogliśmy tą ścieżkę po raz pierwszy przejść.
Jedną z niespodzianek którą mieliśmy dzisiaj dla pielgrzymów był fakt, że w tej niewielkiej miejscowości w małym acz pięknym kościele św. Anny odprawiona była nasza pielgrzymia msza święta, połączona z błogosławieństwem „na Drogę”. I tu jedna ciekawostka.
Przez ten okres, który wędrowaliśmy kilkukrotnie do kościoła św. Anny, mieliśmy – nie poparte i nie sprawdzone nigdzie – wrażenie, że jest to kościół filialny parafii… w Toszku (diecezja gliwicka) . Dopiero niedawno, chcąc uzyskać zgodę proboszcza na udostępnienie nam świątyni na odprawienie mszy świętej, dowiedzieliśmy się, że musieliśmy skontaktować się z proboszczem parafii Nawiedzenia NMP w … Płużnicy Wielkiej (diecezja opolska).
Ogromne było nasze zdziwienie, ale przecież człowiek uczy się przez całe życie…
DZIĘKUJEMY w tym miejscu Panu Jakubowi, sołtysowi wsi Ligota Toszecka za udostępnienie świątyni, uczestniczenie z nami w nabożeństwie i poświęcenie nam swojego wolnego, piątkowego czasu. Większość uczestników brała udział w tej pielgrzymce choćby dlatego, że w pracy dostali dzień wolny za przypadające jutro święto, które w kalendarzu zapisało się pod dniem „sobota”.
I super !
Tak miało być i fakt, że mogliśmy wędrować wspólnie przez dwa dni po kolei, sprawił, że jeszcze bardziej się do siebie wspólnie zbliżyliśmy i mogliśmy się lepiej poznać.

Szczerze i bez żadnej przesady możemy napisać, że był to dzień pełen niespodzianek – nawet dla nas.
KOTULIN przyjął nas otwartym kościołem św. Michała Archanioła i biciem dzwonów w samo południe oraz, co chyba było bardzo potrzebne, otwartym sklepem spożywczym (z lodówką wypełnioną lodami po brzegi) oraz czynną apteką. W BALCARZOWICACH z kolei – dzięki otrzymanemu kontaktowi od Bernarda – zastaliśmy otwarty kościółek św. Krzysztofa, który wewnątrz zadziałał na nas klimatycznie i dał wytchnienie od panującego już o tej porze, majowego upału.
W SIERONIOWICACH natomiast, oprócz sklepu z uśmiechniętą ekspedientką (i pieczątką dla pielgrzymów) pod kościołem Matki Bożej Fatimskiej stał już biały bus na olkuskiej rejestracji. Uśmiechy na twarzach pielgrzymów było widać z daleka ale i pewien niedosyt, że ten piątkowy etap wędrowania się już dla nich zakończył.
O tej sieroniowickiej świątyni wspominaliśmy już wielokrotnie ale dokładnie za 7 tygodni tu wrócimy, więc coś napiszemy w kwestii przypomnienia.

Otrzymawszy błogosławieństwo na dalszą Drogę i moc uścisków od współ-pielgrzymów, którzy udali się w drogę powrotną do swoich miejsc zamieszkania, nasz bytomski kwartet kontynuował piątkowe caminowanie z zamiarem przejścia jeszcze kilku kilometrów – docelowo do Zimnej Wódki, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg.
Najpierw jednak, musieliśmy dokonać zakupów spożywczych, żeby coś wieczorem po wędrówce zjeść a i by w sobotni poranek (święto państwowe) nie pielgrzymować na głodnego. I tu sprawdziła się już kilka razy powtarzana sytuacja – nawigacja wskazywała nam drogę do sklepu a my stanęliśmy przed budynkiem mieszkalnym i zastanawialiśmy się, czy przejdziemy przez kuchnię czy może gościnny pokój. Zastukaliśmy do drzwi i małżeństwo które do nas wyszło pokierowało nas na właściwy kurs i na właściwą ścieżkę, którą jeszcze potwierdziliśmy u innych mieszkańców posesji, której wzdłuż płotu a potem przez zarośniętą ścieżynkę wędrowaliśmy.
Po zakupach udaliśmy się najkrótszą drogą do naszej jakubowej nitki by ponownie z pomocą żółtych muszelek dojść na miejsce, które obraliśmy sobie za dzisiejszy cel.
W budynku agroturystycznych zabudowań, do którego zostaliśmy zaprowadzeni, na pierwszym piętrze znaleźliśmy kuchnię, a po jej dwóch stronach dwa pokoje z trzema łóżkami i łazienką. Aczkolwiek – przyznać trzeba – gospodarze umieją liczyć, bo tylko po dwa łóżka w każdym z pokoi były zaścielone a w szafach i w szufladach były dokładnie odliczone po 4 sztuki talerzy, szklanek i sztućców.
Nie znaleźliśmy ani jednego kieliszka, bo z pewnością gospodarze spodziewając się pielgrzymów nie przewidzieli potrzeby by nas takie szło zaopatrzyć.
My też nie przewidzieliśmy, jak się ten piątkowy dzień może zakończyć.
A zakończył się wybornie i … brzoskwiniowo.

Więcej nie zdradzimy bo i tak przecież wiadomym jest, że zakończenie dnia było w łózkach, pod kołdrami, śpiąc i śniąc o wszystkim, co nas dzisiaj po drodze spotkało.
BUEN CAMINO !


💙💛🤗🍑
Było pięknie i … brzoskwiniowo 😀😃:)