VIA REGIA 1 dzień … SZARÓW – WIELICZKA

Sierpniowo-wrześniowe wędrowanie  rozpoczęliśmy piątkowym, trzydziestokilometrowym odcinkiem z miejscowości Szarów, dokąd dojechaliśmy koleją małopolską. Gdy wychodziliśmy o świcie ku nowej przygodzie wiedzieliśmy dwie rzeczy : że święty Jakub będzie z nami i że mamy nocleg we Wieliczce. Reszta była jak zawsze wielką acz przyjemną niewiadomą.

Po pierwszej godzinie wędrowania dotarliśmy do Niepołomic, gdzie „otoczony” ulicą Piękną stał kościół pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników. Nigdy wcześniej ani później nie dane nam było spotkać kościoła pod takim wezwaniem. Początki tej świątyni sięgają lat 1350-1358 a nietypowe wezwanie tego kościoła próbują udowodnić historycy do dziś. Jedną z hipotez próbuje się powiązać z bitwą w wojnie z Litwą lub Rusią w dniu wspomnienia męczenników, która wypada 22 czerwca, ale do tej pory nie wiadomo, czy taka bitwa miała w ogóle miejsce. Ale kościół stoi i dodać można przy okazji, że wojewoda krakowski Stanisław Lubomirski ufundował w roku 1640 kaplicę św. Karola Boromeusza  dobudowaną do nawy północnej.

Błądząc z lekka po nowo wybudowanym osiedlu Boryczów wyszliśmy w kierunku Staniątek, gdzie minęliśmy Opactwo Benedyktynek. Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę za potrzebą i wyruszyliśmy w dalszą drogę, bo czas mijał nieubłaganie a my dopiero mieliśmy przebyte około 12 kilometrów. Przez Zakrzowiec doszliśmy do Bodzanowa, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć dwa kościoły. Kościół i parafia świętych Apostołów Piotra i Pawła, to stary, drewniany kościółek prawdopodobnie konsekrowany i uposażony przez biskupa krakowskiego, męczennika Stanisława ze Szczepanowa. Przyjmuje się więc że kościół ten datowany jest między rokiem 1035 (rok urodzenia Stanisława) a 1079 rokiem, kiedy to zginął zamordowany. Prace przy pięknym, nowym kościele trwają od roku 2016 i pewnie niedługo zostanie on przekazany wiernym Bodzanowa do codziennego spotkania z Bogiem.

Następną miejscowością którą odwiedziliśmy były Biskupice. Skojarzenie dla nas bliskie, bo tak nazywa się też dzielnica Zabrza. Idąc szlakiem, lekko ciągnącym się pod górę chodnikiem widzieliśmy kościół, który był dużo wyżej niż my. I pewnie byśmy go ominęli, gdyby nie fakt, że usłyszeliśmy muzykę organów. Z wielką radością pokonaliśmy kolejne strome wzniesienie by znaleźć się u stóp kościoła pw. Św. Marcina. erygowanego już w 1220 roku. Początkowo był to kościół drewniany ale już w roku 1480 zastąpiony gotyckim, murowanym. Przebudowany i konsekrowany był w XVII wieku. A sama parafia Biskupice notowana była w spisach Świętopietrza już w roku 1223, jako ta, która „przesłała zapewne wdowi grosz do grobu zastępcy Chrystusa”.

Kiedy podeszliśmy do kościoła okazało się, że trwa nabożeństwo pogrzebowe a jako, że miało się już ku końcowi postanowiliśmy zaczekać. Kiedy uczestnicy pogrzebu poszli na pobliski cmentarz, nam nadarzyła się okazja obejrzenia wnętrz kościoła. Gdy zapytaliśmy Pana kościelnego który wrócił z cmentarza o możliwość otrzymania pieczątki do paszportu pielgrzyma, poinformował nas, że ksiądz nas zauważył i jeśli nie jest to problem, chciałby się z nami choć na chwilę spotkać. Przyjemność tym razem była po naszej stronie i chętnie na takie spotkanie przystaliśmy. Przy dużym stole i kubku gorącej herbaty rozmawialiśmy o szlaku, o mieszkańcach i o tym, że ksiądz, to też tzw. „caminowicz”. Warto porozmawiać z duchownym który się zna na rzeczy. Gdyby nie fakt, że w Wieliczce mieliśmy zarezerwowany i opłacony nocleg, moglibyśmy się już stąd nie ruszać. Dostaliśmy zjeść co byśmy tylko chcieli (padła propozycja pizzy i lodów) a także znalazł by się dla nas nocleg. Niestety, odmówiliśmy tym przyjemnościom, poprosiliśmy o błogosławieństwo na dalszą drogę i pełni radości udaliśmy się w dalszą wędrówkę.

Ksiądz podobno prosił parafian o przypilnowanie szlaku jakubowego we wsi, jednak prawda okazała się jak zawsze przykra. Musieliśmy nadłożyć około 3 kilometrów i przejść przez Tomaszkowice, bo droga którą wskazywała muszla była momentami zarośnięta a z drugiej strony prawie zaorana. Nie było możliwości aby ją bezpiecznie przejść. Cóż, takie też są uroki wiejskich szlaków.

Przez Lednicę Górną dotarliśmy do Wieliczki i już na samych jej obrzeżach powitał nas kolejny tego dnia, piękny, drewniany i co ważne – otwarty – kościółek pw. Św. Sebastiana. Fragment historii ze strony internetowej kościoła mówi : „Legenda głosi, że w miejscu, w którym dziś wznosi się kościół św. Sebastiana, znajdowała się pogańska świątynia poświęcona bogince Ledzie. Płonął tu wieczny ogień, nad którym nieustannie czuwały kapłanki-dziewice. Każda z nich pełniła służbę przez rok, nie mogąc odejść od ognia, ani zmyć brudzącej je sadzy. Po upływie roku, wiosną, obyczaj nakazywał im znaleźć swoje następczynie. Chodziły więc po wsi i zaglądały do domów, wyszukując chowające się przed nimi dziewczęta.”

Polecamy Wam tą stronę [http://kosciol-sebastian.pl/pl/historia]. Można sporo poczytać o historii kościoła i Wieliczki.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz