VIA REGIA 4 dzień … TARNÓW – DĘBNO

Przed godziną ósmą wysiedliśmy na stacji PKP Tarnów Główny i nie zwlekając ani chwili, udaliśmy się w kolejny etap Drogi Królewskiej. Pierwsze 4 kilometry to prosta droga wylotowa z Tarnowa a dokładniej mówiąc to ulica Krakowska która łączy się z często pojawiającą się w naszych opisach, DK 94. Schodząc z tej głównej drogi w prawą stronę, znaleźliśmy się między zabudowaniami, gdzie usytuowany jest wielki rozmiarowo kościół św. Stanisława Kostki. Jako, że trwało nabożeństwo z uczniami, to nie przeszkadzając poszliśmy dalej przed siebie i zatrzymaliśmy się dopiero w Zbylitkowskiej Górze.

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego, zamknięty acz remontowany na zewnątrz i wokół. Parafia powstała w połowie XIII wieku. Kościół został ulokowany na wzgórzu niedaleko Dunajca i traktu cesarskiego z Krakowa do Lwowa. W parafii był czczony obraz Misericordia Domini zabrany w czasie I Wojny Światowej do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie. Obecnie w Kaplicy bocznej znajduje się jego kopia wykonana przez artystę malarza Marka Niedojadło z Tarnowa. Nieopodal kościoła minęliśmy piękną kaplicę z Maryją, otoczoną sporą ilością ławek. Przysiedliśmy na chwilę i my. Przez gęsty Las Buczyna i polami, doszliśmy do brzegu Dunajca gdzie mostem (na DK94 na ulicy Krakowskiej) musieliśmy przedostać się na drugą stronę, zarówno obiektu mostowego jak i Dunajca.

Po 15 kilometrach wędrowania, czyli w połowie etapu, doszliśmy do gminy Wojnicz. Przy kościele św. Wawrzyńca i przy dzwonnicy zrobiliśmy sobie chwilę na łyk picia i dzięki Pani sprzątającej kościół, również udało nam się w pobliskiej kancelarii otrzymać paszportowe pieczątki, które zawsze sprawiają nam dużą przyjemność. Z Wojnicza wyszliśmy drogą, zwaną Wąwozem Szwedzkim w kierunku Sufczyna, jednak w połowie tego odcinka postanowiliśmy zrobić dłuższą przerwę i zjeść prawdziwe „śniadanie na trawie”. Coś tak wyjątkowego rzadko się zdarza.

W Sufczynie lekko popadało i nasze tempo troszkę wzrosło. Miało to swoje dobre strony na zakończenie naszej wędrówki. Ale najpierw udało nam się zajrzeć do kościoła w Dębnie w którym pracowali renowatorzy, pracujący na rusztowaniach i przy okazji dowiedzieliśmy się – lubiących pizzę. Akurat w trakcie naszych oględzin świątyni, zajechał dostawca tej strawy dla ciała.

Kościół św. Małgorzaty Panny i Męczenniczki (tak brzmi pełna nazwa) w Dębnie, to gotycki kościół zbudowany na przełomie XV i XVI wieku. Sama parafia jest wzmiankowana w spisach świętopietrza w roku 1326 a wcześniejszy, drewniany kościół parafialny został opisany przez Jana Długosza już w roku 1470. I to właśnie w tym roku rozpoczęto budowę murowanego kościoła wraz z nieodległym zamkiem rycerskim. Wieża kościoła z kamiennymi kroksztynami na narożnikach, nakryta jest do dziś drewnianym, krytym gontem dachem namiotowym z nadwieszoną izbicą w 1789 roku. Znajdują się tam dwa dzwony. Starszy dzwon z roku 1777 a nowy z roku 1969.

Jako, że to był cel naszego trzydziestokilometrowego etapu, udaliśmy się na główną drogę (tak, nie myli się ten kto zgadnie, że była to DK94) i znalazłszy odpowiedni przystanek komunikacyjny prawie bez czekania udało nam się wrócić do naszego miejsca noclegowego w Brzesku. Ale zanim dotarliśmy do Schroniska prawie godzinę zwiedzaliśmy to miasto, wiedząc, że o godzinie 16-tej będzie czynna kancelaria i będzie okazja potwierdzić obecność przy kościele św. Jakuba, odpowiednią pieczęcią do naszych pielgrzymich paszportów.

Zostaw komentarz