VIA REGIA 7 dzień … ZŁOTORYJA – LWÓWEK ŚLĄSKI

Nocleg należał do spokojnych, zważywszy, że w Schronisku Młodzieżowym było raptem kilka osób. O poranku to i kolejki do łazienki nie było. Zjedliśmy śniadanie i około godziny ósmej wyruszyliśmy w dalszą drogę, w dalszą wędrówkę ze świętym Jakubem.

Ulicą Sportową, obok stadionu ZKS Górnik Złotoryja, wzdłuż rzeki Kaczawy doszliśmy do miejscowości Jerzmanice-Zdrój której okolice słyną z „Kruczych Skał” i „Wiszących torów”. Nie zawsze jest czas aby wszystko zobaczyć, więc idąc dalej przed siebie dotarliśmy do wsi Pielgrzymka, z którą wiązaliśmy pewne plany. Mieliśmy nadzieję, że nazwa zobowiązuje ale myliliśmy się bardzo. Najpierw jednak zaszliśmy do marketu spożywczego aby uzupełnić braki w napojach. Chyba nie doceniliśmy faktu, że mamy piękny maj i potrzebujemy więcej zaopatrzenia w napoje.

Poszliśmy pod kościół św. Jana Nepomucena posilić się i odpocząć. Gdy oglądaliśmy kościół z zewnątrz (tu także kościół jest zamknięty na co dzień) zastanawialiśmy się, dlaczego nie ma żadnych wskazówek dla pielgrzyma. Nie wiadomo gdzie jest kancelaria, nie ma żadnych informacji na temat drogi VIA REGIA, ani grama wiedzy na temat szlaku. A szkoda. Nazwa wsi powinna przyciągać wędrowców, pątników a zwłaszcza pielgrzymów. Lecz to chyba tylko nasze odosobnione zdanie, skoro nawet ksiądz proboszcz z „wielką” łaską, wróciwszy od fryzjera przybił nam kościelne pieczątki do paszportów.

Rzeka Skora i Gajowa doprowadziły nas do Twardocic.

   Przepiękne ruiny kościoła ewangelickiego datowane na rok 1448 zachęcały do zwolnienia kroku i spojrzenia w jakimś zwolniony tempie na to coś. Świątynia dwukrotnie została spalona i odbudowana. Ostatni pożar miał miejsce w 1726 roku ale staraniem ewangelików po tym pożarze kościół także udało się odbudować. Uwagę w tym miejscu historia zwraca na wymiary zbudowanego kościoła na planie krzyża (wymiary 41 metrów długości, 25 m szerokości i 11 metrów wysokości). Ambona w tejże świątyni wsparta była na figurze Mojżesza. Takich historii w Twardowicach można usłyszeć i poczytać sporo.

O co najpiękniejsze tego dnia, dopiero na nas czekało. Na powulkanicznych, bazaltowych terenach stworzono przepiękne, krajobrazowe stanowisko odpoczynkowe. Siedząc i spożywając posiłek rozkoszowaliśmy się czymś o czym nawet nie śniliśmy poprzedniej nocy. Nasze oczy spoczęły na przysypanej śniegiem – Śnieżce. Śnieżka, to najwyższy szczyt Karkonoszy oraz Sudetów a jego oficjalna wysokość bezwzględna do 1602 m.n.p.m. I pomyśleć sobie warto, że między Śnieżką a Górą Świątek (330 m.n.p.m.) na której to się znajdowaliśmy jest odległość prawie 100 kilometrów (w linii prostej). Widok taki, że opis na nic się nie zda. To trzeba zobaczyć na własne oczy.

Ciężko było ruszyć się z tego miejsca. Śnieżka zahipnotyzowała nas na dobre. Ale wiedzieliśmy, że pozostanie w tym miejscu niewiele nam da. Tak więc spoglądając jeszcze co kawałek w stronę widocznych szczytów Karkonoszy, przez miejscowość Dworek dotarliśmy do Lwówka Śląskiego, gdzie wypatrywał nas opiekun tegoż odcinka, Zdzisław. Kawa, ciacho i pamiątkowe, drewniane medale sprawiły, że całe zmęczenie tej wędrówki z nas zeszły. We troje poszliśmy na Rynek żeby zjeść coś ciepłego i porozmawiać. Droga świętego Jakuba była, jak każdy się domyśla, głównym tematem naszych rozmów. Opowieści Zdzisława można by było słuchać i słuchać. Na nocleg udaliśmy się do siedziby Caritasu, gdzie został nam zaproponowany nocleg.

Pielgrzym nie ma prawa narzekać na warunki które otrzymał. Mimo chłodnej nocy, pod dwiema kołdrami przespaliśmy się wierząc, że jutro będzie równie dobrym, majowym dniem pielgrzymkowym…

Zostaw komentarz