19-20.05.2018 VIA REGIA … KRAKÓW – GRODZISKO – PRZEGINIA [z GKPC] – 46 km

Gdy planowaliśmy kwietniowe pielgrzymowanie, wiedzieliśmy, że za miesiąc planowane będzie wyjście z Krakowa. Nie wiedzieliśmy, czy będzie do przejście jedno czy dwudniowe, czy dojdziemy do Sułoszowej, Grodziska czy dalej – dlatego nasze plany przewidziały ominięcie tego fragmentu Drogi VIA REGIA i zyskanie dwóch dni na własne, małżeńskie przejście.

Po raz pierwszy i jedyny do tej pory, Górnośląski Klub Przyjaciół Camino poprosił o relację naszymi oczami. Zamieszczony tekst według Tomasz brzmi tak :

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki.

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.

Ona dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszymi.


/autorem powyższego tekstu jest jezuita Karol Antoniewicz, który nadał jej tytuł „Pieśń majowa”.
Pochodzi z lat 40. XIX wieku i śpiewana jest najczęściej w maju, miesiącu maryjnym./

Nie bez powodu ta pieśń jest ozdobnikiem poniższego tekstu.
Etap wędrowania szlakiem VIA REGIA z Krakowa do Przeginii (przez Grodzisko) był ewidentnym przykładem na piękno naszej Ojczyzny. Niby to tylko kilkadziesiąt kilometrów a krajobrazów i obrazów natury mieliśmy bez liku.

Ale warto zacząć od samego początku, czyli …od spotkania Wędrowców które odbyło się na pięknym, pustym o tej porze krakowskim Rynku, przy kościele św. Wojciecha. Kwadrans po godzinie ósmej, dnia dziewiętnastego maja, SIEDEMNAŚCIE osób ulicami Krakowa udało się w kierunku dzielnicy Krowodrza.

W tym miejscu należy się wyjaśnienie skąd taka a nie inna liczba osób.

Na dwudniowe wyjście w kierunku Przeginii zapisało się CZTERNAŚCIE osób z Górnego Śląska, dwie osoby to ekipa „gospodarzy” z Zagłębia Dąbrowskiego (dokładniej z Czeladzi) oraz Pani Przewodniczka z miasta królewskiego Krakowa, która postanowiła nas sprawnie wyprowadzić po nieoznakowanych miejskich ulicach we właściwym, wędrowniczym kierunku.
Brak oznakowania to nie zaniedbanie osoby lub grupy osób odpowiedzialnych za szlaki ale po prostu brak zezwoleń od włodarzy miasta lub konserwatora zabytków – w taką wersję należy i trzeba wierzyć i każdy kto będzie wędrował szlakiem VIA REGIA przez centrum Krakowa musi się uzbroić w mapy lub przewodniki, bo szukanie muszli jakubowej jest trudniejsze niż „znalezienie igły w stogu siana”.
Najważniejsze, że jakubowy szlak jest tożsamy z przebiegiem Szlaku Orlich Gniazd, czyli z tym, który jest w pełni oznakowany zarówno z Krakowie jak i poza nim.

Po około trzech godzinach zawędrowaliśmy do miejscowości Giebułtów.
Sobota okaże się bardzo szczęśliwym dniem dla Wędrowców i pierwsze „szczęście” mieliśmy już właśnie przy kościele św. Idziego. Ksiądz którego zastaliśmy w drzwiach kościoła, po zakończeniu rozmów ze swoimi parafianami zajął się nami bez żadnego problemu. Pozwolił pooglądać i „popilnować” kościoła a w tym czasie skorzystać nam z toalet i zadbał o umiejscowienie pieczątek w naszych pielgrzymich paszportach.

Słońce świeciło, święty Jakub czuwał – czegoż moglibyśmy chcieć więcej.

Po kolejnych 5 kilometrach dotarliśmy do Prądnika Korzkiewskiego i tam postanowiliśmy zajrzeć na teren, gdzie znajduje się Kaplica Zstąpienia Chrystusa Pana Do Otchłani, którą opiekuje się ksiądz Marek z Zakonu Księży Zmartwychwstańców. Kolejne „szczęście” tego dnia polegało na tym, że ksiądz zajęty koszeniem trawnika zaprzestał swoich czynności i ujrzawszy grupę pielgrzymów z plecakami podszedł, otworzył bramę i wpuścił nas na teren Ośrodka Rekolekcyjnego, który się tam tworzy.
Cośmy się nasłuchali o Zakonnikach i o tym miejscu – pozostanie długo w naszej pamięci. Zdjęcia załączone są tylko kolorowym dodatkiem do tego, co tam przeżyliśmy.

Można było jeszcze po drodze zajrzeć w wiele miejsc, zarówno przed jak i w Ojcowskim Parku Narodowym ale skupiliśmy się głownie na wędrowaniu szlakiem oznakowanym żółtą muszlą.

Mijając Bramę Krakowską i zamek w Ojcowie oraz piękną, drewnianą „Kaplicę na wodzie” gdzie odbywała się piękna, ślubna uroczystość, dotarliśmy po około 6-7 godzinach do Pustelni Błogosławionej Salomei gdzie zaplanowany był koniec sobotniego wędrowania.

Gospodarz, ksiądz Stanisław po przybyciu do Grodziska (po udzieleniu ślubu w mijanej kaplicy w Ojcowie) sprawnym okiem ocenił przybyszy (w liczbie piętnastu osób – wędrowniczka z Zagłębia odłączyła się od nas po drodze) i przekazał do naszej dyspozycji cały budynek noclegowy, wcześniej zapoznawszy nas z ilością pokoi i znajdujących się w nich łóżkach z pościelą.

Mieliśmy godzinkę na relaks, odpoczynek i możliwość posilenia się. Potem byliśmy umówieni na zwiedzanie pustelni. Ksiądz historyk przepięknie opowiadał nam o początkach tego miejsca, czyli z grubsza mówiąc o historii wykopanej i wydobytej archeologicznie (gdyż na terenie Pustelni od dłuższego czasu trwają różnego rodzaju wykopaliska i badania historii). Od Władysława Łokietka, przez postacie Bolesława Wstydliwego, świętą Kingę czy Księcia Henryka Brodatego, do samej postaci Błogosławionej Salomei – wciągał nas ksiądz w najdalsze zakamarki historii.

Po przejściu za kościół zobaczyliśmy interesujący obelisk, dźwigany przez słonia. Ufundowano go w 1687 roku na cześć wygranej przez Jana III Sobieskiego bitwy pod Wiedniem. Pomnik wzorowano na podobnym, stojącym Rzymie w okolicy bazyliki Santa Maria sopra Minerva. Dodatkowo zwiedziliśmy znajdujące się pustelnie modlitewne oraz znajdującą się kilkanaście schodów poniżej, właściwą pustelnię Błogosławionej Salomei.

Napełnieni historią i wieloma atrakcjami tego dnia wróciliśmy do budynku w którym spędziliśmy noc.

Po wieczornych, grupowych ustaleniach w niedzielny poranek, już godzinę po wschodzie słońca (tego dnia świecidło wstało o 4:45) Wszyscy zameldowali się przy śniadaniowym stole i w gotowości do dalszego wędrowania.Na wyjście usłyszeliśmy jeszcze kilka ciepłych słów od Gospodarza i natchnieni Jego błogosławieństwem udaliśmy się w niedzielną wędrówkę do Przeginii.
Najpierw zeszliśmy kamienistą drogą w dół by później wznosić się polami i lasami w kierunku Pieskowej Skały. Nie mieliśmy tego ranka za dużo czasu na zwiedzanie, więc po krótkiej, fotograficznej sesji grupowej udaliśmy się w dalszą, wyznaczoną prze szlak drogę, czyli do miejscowości Sułoszowa, w której to, zaplanowaliśmy wzięcie udziału w mszy świętej niedzielnej, w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Na piętnastu wędrowców, przy sklepie spożywczym czekała niespodzianka.
Niedysponowany i lekko kontuzjowany Piotr – przyjaciel wszystkich wędrowców Górnośląskiego Klubu Przyjaciół Camino, postanowił przyjechać i uczestniczyć z Nami w niedzielnym nabożeństwie, ujawniając swoją obecność kilkaset metrów wcześniej.
W tym miejscu – skromnie – jednym słowem – za Jego obecność : DZIĘKUJEMY!

Po mszy świętej zadbaliśmy o pamiątkowe pieczątki w paszportach pielgrzyma a po otrzymaniu upominku w postaci naszywki GKPC, ruszyliśmy do docelowego miejsca, czyli do miejscowości Przeginia.

Minęło południe, słońce wysoko wisiało nad Nami, ale z pomocą świętego Jakuba dotarliśmy do kościoła pw. Zbawiciela i św. Jana Nepomucena i na placu przy nim zakończyliśmy swoje weekendowe wędrowanie muszlowym szlakiem. W kościele odbywały się uroczystości związane z Pierwszą Komunią których nie zamierzaliśmy zakłócać swoją pielgrzymią obecnością.

Wspólnymi pomysłami i koncepcjami zaplanowaliśmy formę drogi powrotnej. Droga prowadziła przez Olkusz do Katowic i – z pewnością – za sprawą świętego Jakuba oraz pozytywnie (i niewątpliwie ekonomicznie) do nas nastawionego przewoźnika, dotarliśmy bezpiecznie i w dobrym czasie do samego centrum Katowic.

I jeszcze ostatnia zwrotka „Pieśni majowej” :

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję !

Jeszcze będąc w Przeginii wspólnie ustaliliśmy, że jesteśmy cały czas w drodze do Santiago de Compostella, a rozstanie w Katowicach będzie li-tylko przerwą w naszej długiej, jakubowej podróży.

Jeśli nie zanudziłem nikogo opowieścią – to jest właściwe miejsce i moment, żeby ją zakończyć. Zdjęcia załączone do mojej opowieści niech będą kolorowym i ciekawym dodatkiem. Do zobaczenia na kolejnych etapach VIA REGIA.

Wędrowiec Tomasz z Bytomia.

Zdjęcia Irenki z Pyskowic są ozdobą do powyższego, skromnego opisu Drogi Królewskiej VIA REGIA : [ZOBACZ ZDJĘCIA]

Zostaw komentarz